Wyjątkowo nieudane szycie

Perfekcyjne Panie Krawcowe

Gdy zaczynałam swoją przygodę z szyciem, byłam małą dziewczynką. Przez długie lata szyłam w świecie, na który składały się Burdy, parę książek z PRL o szyciu i pomocne rady mojej mamy. Nie znałam innych ludzi, którzy szyją i nie miałam dostępu do innych książek do gazet. Aż nastąpiła era Internetu i wtedy odkryłam, że nie tylko ja szyję, ale szyje sporo osób na całym świecie. Na początku byłam zafascynowałam BurdaStyle.com i kilkoma zagranicznymi blogami. Odkrywałam co raz więcej i więcej, aż w końcu znalazłam polskie strony o szyciu. Strony, blogi, fora, i wtedy też odkryłam Perfekcyjne Panie Krawcowe.

W moim szyjącym świecie, robię co chcę. Nie ukrywam – czasem szyję krzywo. Gdy mi coś nie wychodzi, to mogę liczyć na dobrą radę lub sugestię ze strony mojej mamy. Jeśli trzeba to z bólem serca pruję i zszywam jeszcze raz. Im więcej szyję, tym robię się dokładniejsza. Ale gdyby, nie Internet nie przypuszczałabym, że są Perfekcyjne Panie Krawcowe, które z dokładności w szyciu robią wręcz religię. Godzinne rozprawianie na swoim blogu o tym, że zaszewka wyszła za płytka, albo lament, że szwy się rozjechały o 0,5 mm, albo że się podszewka w żakiecie pod pachą z tyłu delikatnie zmarszczyła, długie debaty na forum, że podczas szycia szewek uciekł o 1 mm w lewo i jak to teraz naprawić albo jak coś obszyć, żeby bardziej idealnie niż ze sklepu.

A ja? Moje szwy się w ogóle nie spotkały, zabrakło im do tego jakiś 5 cm. Zaszewka? Jaka zaszewka? Nie będę sobie utrudniać życia zaszewką, tylko wszyję gumkę i materiał sam się na mnie ułoży. Krzywy szew? Jak to powiedział mój mąż „Gdyby były prosty, to nie był by twój”. Cóż czasem, mimo dobrych chęci i fastrygi, po prostu mi nie wychodzi ;). Nawet już się tym nie przejmuję. Po prostu poprawiam tyle ile się da, ale nie informuję o tym całego świata, bo po co?

No właśnie, po co Perfekcyjne Panie Krawcowe tak lamentują, że coś im wyszło krzywo? Żebyśmy nie popełnili tych samych błędów? Chyba nie, bo oprócz jęków, rzadko kiedy jest informacja jak uniknąć podobnej wpadki. Żeby umniejszyć swoje dzieło? No tak, w Polsce nie wypada się chwalić sukcesem. A może gdy Perfekcyjna Pani Krawcowa napisze, że jej nie wyszło, to wszyscy będą piać w komentarzach, że jest przecudnie? Bingo! Prosty i szybki sposób na dowartościowanie się.

Po co takie rozprawianie i rozpisywanie się o tym, że coś można uszyć jeszcze doskonalej? Ok, rozumiem sytuację, gdy ktoś coś szyje po raz pierwszy i potrzebuje technicznej pomocy, bo ewidentnie mu nie wychodzi. Ale robienie halo w okół podwinięcia prostej spódnicy i wymyślanie z jakimiś taśmami, stopkami, kiedy się po prostu zawija się materiał pod spód i przeszywa, to już zwyczajną przesadą.

Rozumiem, że dla niektórych szycie to zawód lub pasja, której są bez reszty poświęceni. Wiem również, że dokładność w szyciu jest istotna, ale robienie z niej religii jest zniechęcające dla innych szyjących osób. Gdy ktoś zaczyna szyć i od razu zderza się z PPK, które roztaczają w sieci wizję idealnych ubrań i ogłaszają, że przesunięcie szwu 0,5 mm to powód do wyrzucenia ubrania, może się skutecznie zniechęcić i porzucić szycie już po pierwszych próbach. Już nie mówiąc o tym, że nasz adept sztuki krawieckiej będzie wiecznie zdołowany, że mu tak doskonale nie wychodzi.

Moi drodzy nowicjusze w szyciu, nie dołujcie się! W szyciu jak w każdej dziecinie, każdy popełnia błędy. Czasem szyje krzywo, partaczy wszywanie zamków i rękawów i nie wychodzi mu wykończenie. Każdemu czasem coś się rozjedzie. Czasem da się to poprawić, a czasem nie jest to aż tak istotne. W końcu nie szyjemy ubrań do Harrodsa i nie muszą być idealne. Pamiętajcie, jeśli uszyte ubranie Wam się podoba, a defekty nie mają istotnego wpływu na komfort noszenia lub ich po prostu nie widać (bo są na na podszewce rękawa, którą będzie oglądać tylko bęben Waszej pralki), to po prostu cieszcie się z uszytej rzeczy i noście ją dumnie!

Wyjątkowo nieudane szycie

To była wyjątkowo nieudana sukienka i oczywiście wszystko się rozjechało ;)

5 myśli nt. „Perfekcyjne Panie Krawcowe

  1. Kaska

    Robienie z każdej rzeczy religii, jest zniechęcające. Wystarczy sobie wyobrazić ze ci „profesjonaliści” tez kiedyś zaczynali i tez najłatwiej nie mieli

  2. katya

    Mam znajomą, która jest perfekcjonistką w szyciu, ale nie lamentuje. Po prostu poprawia aż do skutku. Zdziwiła mnie kiedyś opowieścią, jak do jednej sukienki szyła trzy próbki, aż za trzecim razem się udało i czwarty raz szyła już sukienkę właściwą. To był jej własny projekt i chciała mieć pewność, że wyjdzie tak, jak sobie zamierzyła.
    Ja natomiast ukrywam wszelkie niedoskonałości albo po prostu nie mówię o nich głośno i kto nie wie ten nie widzi:D
    Nie wiem, czy zauważyłaś, ale mnóstwo rzeczy w sklepach jest uszytych niechlujnie, bo taśmowo. I to nie tylko w sieciówkach. Czasami kratka się nie schodzi, szwy to już w ogóle inna bajka. I nieraz trzeba za to bulić sporo kasy. To już lepiej zająć się szyciem samej sobie, mieć ciuchy, których nie ma nikt:))

  3. Susanna

    Tak, popełniać błędy można ale ważne żeby się na nich uczyć i ich nie powielać. Dążę do perfekcji w szyciu i zawsze będę ku temu dążyć, lubię jak nic się nie marszczy i jest prosto uszyte. Lubię estetykę. Wzoruję się na najlepszych i chcę szyć tak jak oni :) I myślę, że to jest dobre, że tak powinno być. Co „spierniczę” to poprawiam bo nie lubię fuszerki. I mimo wszystko polecam dążenie do czystego i ładnego szycia wzorem mistrzów krawieckich, do wzrastania w danej dziedzinie – choćby to miały być tylko prosto uszyte zaszewki czy równo podwinięty dół bluzki :) Tego Ci życzę :)

  4. LolaJoo

    Trochę się zgadzam trochę nie. Robienie religii to rzeczywiście przesada z szycia…ale w sumie po to szyjemy sobie, żeby pasowało na nas ubranie i przecież miło jest jeszcze jak dobrze leży i nie wywija się nie tak jak trzeba itp…no 1mm to przesada żeby biadolić. Wbrew pozorom proste szwy i dokładne szycie to nie jest jakaś rzecz nie do zrobienia. Naprawdę tak można i to bez jakiegoś torturowania się….ale według mnie we wszytkim trzeba zachować umiar i rozsądek i nie dać się zwariować.

  5. DorARTthea

    Chyba nie trafiłam jeszcze na takie miejsce i taką Krawcową, która by mnie aż tak rozwaliła narzekaniem na „0,5mm”. Może to dlatego, że sama mam ciągoty do perfekcjonizmu (ale się leczę ;-P ) i rozumiem, jak takie durne detale potrafią irytować. Właśnie dlatego nie lubię wykańczać – wydaje mi się, że WSZYSCY widzą te minięte szwy i marszczący się zamek, więc się strasznie spinam (bo do zygzaka w innym kolorze od spodu się nie przyznaję, bo po co?). Nieprawda, te detale widzę tylko ja – więc się leczę. Staram się zmienić nastawienie. Bo szyć dalej będę maksymalnie dokładnie. Inna sprawa, że chyba nie narzekałam jak dotąd publicznie na swoje krzywe szwy (no dobra, raz, ale to żartem) – raczej na swoją krzywą osobę, wymagającą poprawek kroju – jak wyżej napisano – po kilka razy.
    Z drugiej strony widzę blogi osób, które pokazują swój cudnej urody uszytek w formie „Ot usiadłam i uszyłam w dwie godziny, perfekcyjnie wyszło” – przy czym to „perfekcyjnie” widać po prostu na zdjęciach, bez zbędnych komentarzy. I co? Gdybym była początkującą szyjącą, to bym się załamała, że się porywam z motyką na słońce, ja-niegodna – próbuję zostać krawcową. Dlatego lubię blogi szczere, na których można zobaczyć, że szycie nie zawsze wychodzi od pierwszego razu, nie zawsze jest z górki, bez wpadek, ale zawsze jest twórcze, daje radość i satysfakcję.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.