co się opłaca szyć

Szkoda czasu i atłasu?

Do napisania tego posta skłoniły mnie dwie rzeczy. Pierwszą z nich był news w TVN24 dt. zwiększonego zainteresowania szyciem oraz dokonanie przez mnie pierwszych zakupów na Allegro (no co, niektórzy to prawdziwi off-line’nowcy :P). Zamiast 1 rzeczy za 60 zł, kupiłam 3 w cenie 67 zł! Co ciekawe, kupiłam bardzo prostą spódniczkę ciążową. Uszyłabym ją w 1 weekend, bez wykroju. Ale gdy zobaczyłam cenę 19,90 zł, stwierdziłam, że tyle to kosztowałabym mnie tkanina, więc szkoda mojego czasu.

Zaczynam mieć wrażenie, że co raz więcej robimy sami, co jest zrozumiałe i oczywiste. Dopadł nas kryzys. Jeśli nie chcemy się zrujnować, to mamy wyboru wyprzedaż w sieciówkach, second-handy, Allegro lub uszycie czegoś samemu. Ale czy zawsze opłaca się szyć? Czy zawsze warto poświęcić przysłowiowy czas i atłas? Odpowiedź na to pytanie na pewno zabrzmi: „To zależy, od ilości posiadanego czasu oraz ceny tkaniny”. Dodatkowo, należy wziąć pod uwagę stopień komplikacji danej rzeczy.

I tak zaczęłam przeglądać poszczególne części mojej garderoby i kalkulować, czy faktycznie opłacało by się to uszyć samemu. Stworzyłam subiektywną listę ubrań, które warto szyć, a których nie warto.

Kalkulacja tkanin oparłam na cenach w sklepie, w którym najczęściej kupuję (Śląsk). Szyję z tkanin naturalnych (głównie bawełna), w miarę dobrej jakości. Wierzcie mi, nic tak nie wkurza, jak samodzielnie uszyta bluzka, która się mechaci po 2 praniach – miałam tak z 3 razy i odpuściłam sobie super tanią dzianinę. Nie ma wyciągania resztek tkanin z koszy (moje ulubione), w second-handach, recyclingu (również daje sporo radości), szukania super okazji na Allegro. Jeśli mamy dobrą tkaninę z takiej okazji, wtedy opłaca się szyć wszystko, nawet suknię ślubną ;-). Wprowadziłam również drugie założenie. Dotyczy ono czasu: pracujemy zawodowo, ogarniamy dom i mamy swoje życie towarzyskie, więc nie mamy całego dnia na szycie.

Więc na co nie szkoda czasu i atłasu, a na co wręcz przeciwnie?

1. Letnie spódnice –  W zasadzie letnie spódnice produkuję masowo ;). A że aktualna moda sprzyja prostym kroją, wyprodukowanie takiej rzeczy to zwykle 1 weekend. Przyjrzyjcie się trendom – marszczone spódnice na gumce, luźne kroje, ołówkowe krótkie spódniczki, nawet słynne miętowe spódnice z Zary, są w uszyciu banalne. To, najczęściej, zmarszczony prostokąt z doszytą gumką, ile razy już coś takiego pokazałam na blogu? A cena? Zwykle kupuję tkaninę z kantą w cenie ok. 20-25 zł/m. A ile takiego materiału potrzeba? Bez kanty – długość spódniczki, czyli ok. 0,6-0,7 m. Z kantą – do 1 m, w zależności do tego, jak mocne chcę mieć marszczenie. Czasem dokładam podszewkę – daj my na to za 10 zł. Czyli w granicach 30 zł mam piękną spódnicę na lato. OPŁACA SIĘ!

2. Letnie sukienki – te kolorowe, festiwalowe, na plaże, na co dzień, po mieście i na letnią imprezę też szyję sama. Najprostsza sukienka na lato, to prostokąt z przyszytymi u góry gumkami. Jedna sobota roboty, a cena to ok. 30-40- zł (jeśli nie szyjemy sukienki maxi). A jeśli chodzi o kalkulację w tym wypadku, to zasadę mam prostą. Jeśli ilość tkaniny potrzebnej do uszycia sukienki nie przekracza 1,5 m., to szyję. OPŁACA SIĘ!

5. Lekkie bawełniane bluzki – czasem wchodzę do sieciówki, widzę ładną bluzkę, biorę ją do przymierzalni i okazuje się, że to kwadrat z pozszywanymi brzegami. Tkanina – nie elastyczna bawełna, batyst, satynka, więc 2 dni później kupuję podobną w sklepie z tkaninami i mam piękną bluzkę za 20 zł. OPŁACA SIĘ!

3. Eleganckie sukienki – w tym przypadku zastanawiam i najczęściej rezygnuję z szycia. Wolę zrobić rajd po wyprzedażach i złowić coś za 50 zł (może nie uwierzycie, ale mam w szafie 3 eleganckie kiecki, każda kosztowała w granicach 50 zł. Od wąskich na bankiet, po szyfonowe z Promodu). W przypadku eleganckiej sukienki, trzeba zainwestować w naprawdę dobrą tkaninę (elegancki krój i chamski materiał się gryzą) i poświęcić trochę czasu na szycie, żeby wszystko wyszło perfekcyjnie. Najczęściej nie chcę zmarnować tkaniny, w przypadku problemów z krojem. SZKODA ATŁASU!

4. Bluzki z dzianiny, czyli wszelkiego rodzaju koszulki, t-shirty, oversizowe koszulki na codzień z jerseju lub wiskozy. Generalnie, na takie bluzki potrzeba ok. 0,7 m. tkaniny. Cena jerseju lub wiskozy to ok. 20 zł (ale mamy spore prawdopodobieństwo, że się zmechaci jak z sieciówki), czyli mamy bluzeczkę za 14-15 zł. Ale jest mały problem – wykończenie bluzki. Dla osób nie posiadających overloka szycie jerseju i wykańczanie dekoltu, to może być istna udręka. Na zwykłej maszynie raczej nie wyjdzie jak ze sklepu lub wyjdzie bardzo badziewnie (najpewniej tkanina się naciągnie i dekolt będzie odstawał). A za ile można mieć taką koszulkę w sieciówce? 19,90, 29,90 max. 39,90 ;). I jak sprawdziłam na własnej skórze, niektóre są niezniszczalne. SZKODA ATŁASU!

6. Bielizna – ile to ja już razy słyszałam, że ktoś nie może kupić stanika na swój biust i że będzie szyć sam. Jesteście pewni, że chcecie uszyć sami stanik? A przyjrzeliście się jak  on jest zrobiony i z czego? Haftki, fiszbiny i wypełnienie kupicie w pasmanterii. Ale wszyjcie to wszystko, tak by was nie gniotło i wyglądało estetycznie. A co z tkaniną? Macie specjalną? W ogóle, wiecie z jakiej tkaniny szyje się biustonosze? A co ze zdobieniami? Bez kitu, że będziecie szyć biały namiot. Przecież jakaś koronka lub chociaż malutka kokardka musi być! A licznik leci – każda pierdółka kosztuje. Już nie mówiąc o tym, że krój to nie jest wcale taka łatwa sprawa i na zwykłej maszynie, stebnówką tego nie przeszyjecie. Lepiej iść na braffiting, poznać swój prawdziwy rozmiar i zainwestować w 1-2 dobre staniki. SZKODA CZASU I ATŁASU.

A majtki? Testuję z różnych sieciówek. Na razie pod względem jakości i ceny najlepiej sprawdził się H&M i Kappalh. Ale i tak Wam kiedyś pokażę jak uszyć majtki, więc tu nie mam zdania.

7. Płaszcze i kurtki – o nie, za szycie płaszcza nie tknęłabym się nawet kijem przez szmatę i w rękawiczkach. W życiu! Za dużo roboty, a ile na to tkaniny idzie! Płaszcz, to rzecz, którą mam na przynajmniej 5-6 lat, więc tkanina musi być najwyższej jakości. Już 2 razy zainwestowałam w płaszcze z polskiej firmy Dussi. Zimowe noszę od 4 lat, nic się z nimi nie dzieję. Wiosenno-jesienne kupiłam dopiero w zeszłym roku i mam nadzieję, że też tyle w nich pochodzę. Czy chciałoby mi się szyć to samemu? Za dobrą wełnę lub flausz zapłacę co najmniej  60 zł/m. A potrzebuję min. 2 m i jeszcze dobrą podszewkę, pasmanterię, ocieplinę. A potem, jak przez miesiąc będę klnąc zszywając to wszystko razem i doprecyzowując krój, to myślę, że SZKODA CZASU I ATŁASU!

A kurtki? Jeansową katanę, mam za 30 zł z outletu, ta wiosna to będzie 7 sezon jak w niej chodzę i ciągle się pytają gdzie ją kupiłam, bo taka super. Klasyczną czarną parkę kupiłam w H&M za 40 zł (zimowa wyprzedaż) i jak na razie daje radę 3 sezon. W tym wypadku, jak najbardziej jest mi SZKODA CZASU I ATŁASU!

8. Eleganckie koszule i spódnice – jeśli potrzebne są do pracy i wymagany jest od nas elegancki wygląd, to nie ryzykowałabym szycia. Jeszcze ołówkowa spódnica może się opłacać. Na nią jest potrzebny niecały metr, ale bardzo dobrej jakościowo tkaniny, czyli min. 40 zł/mb. To nie może być tani poliester, bo będziemy wyglądać nieprofesjonalnie. Białe koszule? Jestem zdania, że lepiej się trochę naszukać i kupić jedną elegancką, dobrze dopasowaną (tak, są takie w sklepach), z dobrej bawełny nawet za spore pieniądze i mieć ją na lata, niż męczyć się nawet z najprostszym wykrojem z Burdy. SZKODA CZASU I ATŁASU.

9. Swetry –  Jeśli robić samemu, to tylko ze 100 % wełny, angory, kaszmiru itd. Żadnych akryli i innych badziewi, bo się zmechaci i będzie szkoda Waszej pracy. A ile taka wełna kosztuje? Min. 20 zł za 1 motek. W motku jest 100 gr-200 gr. Na taki fajny sweter potrzeba z 500-700 gr, czyli wychodzi ok. 100 zł. No można robić, dla relaksu w zimowe wieczory, nie zaoszczędzimy, ale sweter będzie na lata. OPŁACA SIĘ!

10. Spodnie – Umiejętność uszycia spodni, to wyższy poziom wtajemniczenia. Jest sporo trików, żeby wyszły dobrze (nie uciekające, równe nogawki, nierozłażące się szwy, itd.). Na spodnie potrzebujemy min. metr tkaniny (im ktoś ma dłuższe nogi, tym więcej mu tkaniny zejdzie) + pasmanteria . Znowu, skoro już szyjemy sami, to nie z poliestru, czyli cena tkaniny idzie w górę. Za jeans się nie biorę, bo to za ciężka tkanina na moją domową maszynę. A z resztą, za ile to ja kupiłam jeansy w Vero Modzie? Jedne za 20 zł (2 sezony i dalej są ok), a ciążowe za 40 zł. To na pewno, jest mi SZKODA CZASU!

A szorty? Gdy widzę cenę szortów  w sieciówce, to robi mi się słabo. Tak więc, letnie szoty jak najbardziej można szyć. Ja swoje letnie spodenki na co dzień uszyłam z 0,5 m bawełny. Kosztowały mnie jakieś 10 zł. Spędziłam nad nimi 2 wieczory i przy okazji przećwiczyłam szycie spodni, nie ryzykując zniszczenia dużej ilości tkaniny. OPŁACA SIĘ!

Uff, na razie to tyle. A jakie są Wasze doświadczenia? Na co Wam nie szkoda czasu i atłasu?

32152040Mem pochodzi ze strony: http://memegenerator.net/instance/32152040

5 myśli nt. „Szkoda czasu i atłasu?

  1. katya

    W dużej części się zgadzam, ale u mnie górę nad rozsądkiem bierze chęć sprawdzenia się i wykazania na nowym gruncie. Co do płaszczy akurat mam inne zdanie, w sieciówkach są zazwyczaj z poliestru więc jak chcę mieć płaszcz wełniany w najniższej cenie to go sobie uszyję. W większych sklepach z tkaninami tak jak w sieciówkach są posezonowe wyprzedaże, więc można metr wełny mieć za 4 dyszki:) Swojej córce uszyłam kurtkę, właśnie z wełny [córka mała to i materiału zużyłam metr], i jej koszt nie przekroczył 30zł:)

  2. KrystynaR.

    Cześć Agnieszko,
    Dużo prawdy w tym co piszesz.
    Dla mnie zawsze wyznacznikiem było to czy materiał, który kupię będzie taki jak ja chcę „w ekspoatacji” i wtedy decydowałam się na szycie.
    Potem wiele lat prawie nie szyłam – coś tam dla córki może. Nie miałam czasu a potem i chęci zabrakło – choć pomysły wciąż po głowie skakały. To był jeden z kilku ulubionych sposobów zasypiania : obmysleć nowy krój :) (innych nie podam – bo nie w temacie są :P)
    Potem rzuciłam się na outlet przy „zaprzyjaźnionym” ciucholandzie. To była bajka. Nowe z metkami – bluzki YSL lub Diora za 1 zł albo 2 zł. Nowy szlafrok biała frota za 10 zeta. Kilka takich klasyków mam do teraz – np. płaszcz-trencz za 25. Lata temu :) Potem sklep się zwinął – bo ceny poszybowały w górę i klienci odeszli.
    A teraz od nowa szacuję co warto a co nie, bo lubię fajnie wyglądać – a rozmiar już nie 38 :( – i znowu się posunął – cholerka. Więc z jednej strony do ćwiczeń – z drugiej do maszyny.
    Moje zdanie to :
    Generalnie podstawowe klasyki (słabiej podlegające trendom) szyjemy z dobrych gatunkowo materiałów, bo długo z nami zostaną – i warto by były z samej górnej półki. (spódnica, mała czarna, bluzka na wielkie wyjście, proste spodnie)
    „Strzały” sezonowe – zwłaszcza te proste w szyciu – warto szyć prawie ze wszystkiego, nawet z ciekawych materiałów z ciucholandu. Kupić kieckę rozmiar 18 i uszyć bluzkę kimono rozm 10/14 – na przykład.
    Swetry – to prawda – warto inwestować w dobrą wełnę lub jej mieszanki – ale koniecznie pytać – czy gryzie – jeśli kupujemy na Allegro – albo ocierać o policzek – jeśli w sklepie. Dla mnie to ważne – bo nie znoszę jak coś mnie drapie :P – ale potem służą lata.
    Pościel tylko z naturalnych materiałów – i raczej grubsze i średnie – polska produkcja – w cenie. Poliestry się strasznie kuleczkują i nie jest to przyjemne.
    Dodatki do tego „na topie” buty częściej ze skóry niż nie i mamy elegancje – jeśli o to komuś chodzi.
    PZDR

  3. Beatris

    Ja też ostatnio doszłam do wniosku, że nie zawsze opłaca się szyć. Ostatnio na wyprzedaży kupiłam żakiet, który kosztował 49 zł. Jak chciałabym go uszyć to sam koszt materiału, podszewki i dodatków to kwota rzędu 60-70 zł. Podobnie z ciuchami dla dziecka w markowym sklepie można kupić sukieneczkę za 25 zł. A co za to kupię w pasmanterii? kilka guzików i może 3 metry koroneczki. Jednak i tak szyję, bo lubię, choć czasami brak w tym ekonomii.

  4. Goś

    Generalnie rady są fajne, ale dla kogoś kto mało szyje.
    Dla kogoś kto zna się na konstrukcji nie opłaca się kupować w sklepie. Lepiej uszyć samemu pod swój własny rozmiar i gust. ZAWSZE :D

  5. Aga

    Jeśli jesteś wymiarowa, tzn. pasują na Ciebie rzeczy ze sklepu, to tak. Na mnie nie pasują ani koszule ani spodnie. Płaszcze, kurtki też problem. Spódnice są za łatwe w szyciu, żeby kupować.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.