moda ciążowa ze świata

Co nam ciąży w modzie ciążowej?

Ostatnio mamy istny wysyp ciężarnych celebrytek. Zaczynając od kontrowersyjnej Kim Kardashian, przez Księżną Kate, czy też z naszego podwórka Dorotę Gardias, Małgorzatę Sochę lub Joannę Liszowską itd. Tak liczne grono skłania do komentarzy ze strony portalów plotkarskich i modowych dotyczących ubioru Pań z brzuszkiem. Dodatkowo, sama od kilku miesięcy noszę ubrania ciążowe i  moje zainteresowania krążą w okół mniej lub bardziej inteligentnych portali i sklepów dla przyszłych mam. Przeglądając różne strony zauważyłam, że przyszłe mamy nie są już świętymi krowami i ich wygląd jest szczegółowo rozliczany. Na pierwszy rzut oka widać, że autorzy (autorki?) tekstów raczej w ciąży nie byli albo byli tak dawno, że już zapomnieli.

Jest kilka punktów, które w szczególności ciążą autorom plotek lub artykułów na temat mody ciążowej. Wiem, że poziomem owych tekstów nie należy się przejmować, ale mam wrażenie, że w niektórych przypadkach mogą być przykre dla przyszłych mam, które i tak już dużo znoszą i noszą ;). A oto one:

1. Nie przybyły jej dodatkowe kilogramy – waga, rzecz bardzo drażliwa, zwłaszcza w czasach kultu chudej (anorektycznej) sylwetki, gdzie ze wszystkich stron jesteśmy atakowani reklamami suplementów diety, które pomimo naszego ewidentnego obżarstwa i lenistwa uczynią naszą sylwetkę slim. Czytając takie nagłówki mam wrażenie, że u kobiety w ciąży waga powinna stać w miejscu, co jest mylące, niebezpieczne i niezdrowe! Przecież w ciąży to normalne, że waga idzie do góry, w końcu dziecko i jego zaplecze techniczne waży i to nie mało. To ile każda z Pań powinna przytyć jest sprawą indywidualną i podlega ścisłej kontroli lekarza i położnej. Tak więc, o owe kilogramy niech się martwi personel medyczny, a nie redaktorka z portalu plotkarskiego.

2. Cellulit wodny w ciąży – ktoś, kto to wymyślił miał chyba cellulit mózgu. Cellulit pojawił się paręnaście lat temu i aktualnie doczekał się marketingowej mutacji do wodnego i lipidowego. Oczywiście, nie ominął on również kobiet w ciąży. Co ciekawe, większa ilość wody w kobiecym organizmie, to stan normalny, bo tak to sobie wymyśliła natura. Ale nie, komuś to musi przeszkadzać i godzi w jego zmysł estetyczny. Może czas na lekturę fachową z zakresu kobiecej fizjologii?

3. Dres – a co jest złego w dresie? Na zachodzie wszyscy chodzą po ulicach w dresie i u nas wszyscy pieją z zachwytu, że są tacy wyluzowani. Maja Sablewska w dresie jest cool, ale już ciężarna w dresie jest „fe i be” i że o siebie nie dba. A wyście się kiedyś przyjrzeli kiedy ciężarna nosi dres? Nie zauważyliście, że taka pani zwykle ma już ogromny brzuch, ledwo co chodzi i pewnie za kilka dni ma termin. Zwykle, przychodzi taki moment, że przyszła mama już się w nic nie mieści, a kupowanie sobie specjalnych ubrań na kilka tygodni a czasem nawet dni jest zwyczajną rozrzutnością. Jasne, spodnie z dresu można fajnie złagodzić balerinami (zamiast adidasów) i koszulką (zamiast t-shirtu od przyszłego taty), ale w to się trzeba jeszcze mieścić.

4. Legginsy – podobnie jak z dresem, u wszystkich jest ok, ale u Pań z brzuszkiem to niechlujność. Legginsy to chyba jedne z najwygodniejszych rzeczy jakie mam w szafie i nie wyobrażam sobie bez nich ciążowej garderoby. Są wygodne, ciepłe i pasują do tunik i sukienek. Dodatkowo, nawet te ze specjalnym pasem będę mogła nosić po ciąży. A to, że jest tego ciała trochę więcej? Że widać celulit? Spokojnie drodzy esteci, ciąża trwa 9 miesięcy, więc nie będziecie skazani na takie widoki cały czas.

5. Infantylne koszule nocne na porodówce – szpital to nie SPA, a poród to nie zabieg kosmetyczny. Trochę się przy nim można zbrudzić, po nim przez pierwszych kilka dni nie ma lekko, więc strojenie się w piękne satynowo-koronkowe koszule nocne jest trochę nierozsądne. Dodatkowo, te bardziej wysmakowane koszule nocne kosztują i to sporo. Świadomość, że taka koszula może się zniszczyć wiele przyszłych mam zniechęca do poważnych inwestycji i kupują infantylne, ale znacznie tańsze wersje. Z resztą już nie histeryzujmy, rozumiem, że teraz najlepiej jak kobieta śpi w koronkowej koszulce i seksy bokserkach od partnera, ale czy przypadkiem każdy z Was nie ma w szafie piżamki w misie i nie sypia w niej od czasu do czasu?

6. Czy ciężarna może być elegancka?– Nie, nie może być. Stan błogosławiony wyłącza u kobiet zmysł estetyczny i wszystkie wyglądają okropnie ;). Oczywiście, że może być elegancka. Jeśli tylko chce i to potrafi. Chyba świetnym przykładem ciężarnej elegancji jest Księżna Kate (ale ona ze względu na bycie księżną musi być, bo jej ubiór jest zależny od protokołu, etykiety i pełnionej funkcji) i Dorota Gardias (ale bycie prezenterkom w poważnej stacji wymaga). Prosto, elegancko i z klasą. Można? Te Panie wręcz muszą. A reszta?  To już zależy od kobiety, zasobności portfela i pełnionej funkcji.

7. Zaniedbana przyszła mama – podobnie jak z elegancją, pokutuje przekonanie, że przyszłe mamy są zaniedbane. Nic bardziej mylnego! Ostatnio, mam spory kontakt z przyszłymi mamami i zauważyłam, że pod względem zadbania niczym się nie różnią od reszty Polek. Czyli, jeśli któraś chce i potrafi, to o siebie dba. A jak, któraś nie chce, to i tak o siebie nie zadba i nic jej do tego nie przekona.

8. Workowate ubrania – ja wolę określenie „oversizowe” ;). Jeśli, ktoś jeszcze nie zauważył, to w ciąży przybywa ciała i trzeba gdzieś to ciało (zwłaszcza brzuszek) pomieścić. Nie ma mowy o super dopasowanych ubraniach, bo nic brzucha uciskać nie może. Tak więc, w okolicy brzucha zwykle tego materiału jest więcej lub nosi się ubrania odcinane pod biustem (np. sukienki). Niestety, producenci ubrań (zwłaszcza polscy) stwierdzają, że nigdzie nic nie może cisnąć i gratis dorzucają mega szerokie rękawy i nogawki (hmm, a może to jest, żeby ukryć ten cellulit?). I tak, jest lepiej niż kilkanaście lat temu i przyszłe mamy mają już w czym wybierać. Ale i tak, to czy ktoś chce nosić namiot czy względnie dopasowaną sukienkę z elastycznej tkaniny powinno być sprawą indywidualną. Osobiście, zauważyłam, że im większy jest brzuch tym bardziej lubię nosić namiotowe ubrania, bo nic mnie nie ciśnie.

Uff, to tyle, ale pewnie za chwilę pojawią się nowe zarzuty (może tym razem foch na noszenie płaskich butów). Drogie przyszłe mamy, nie przejmujcie się bzdurnymi tekstami, najważniejsze byście Wy i Wasze maleństwo były zdrowe i szczęśliwe. A drogim autorom nieprzychylnych tekstów, życzę wizyty…na szkole rodzenia żeby zdobyć wiedzę z tematu, na który się rozpisujecie ;).

Na koniec, trochę mody ciążowej z całego świata.

moda ciążowa ze świata

Strony pochodzą z katalogu: http://ipaper.bestseller.com/mamalicious/LICIOUSPRESPRING2013/

3 myśli nt. „Co nam ciąży w modzie ciążowej?

  1. W_andzia

    Bardzo fajny artykuł. Naprawdę – trafiony w sedno. Sama jestem w ciąży, modą się jakoś nie przejmuję. Wcześniej, jak brzusio był jeszcze mniejszy, miałam więcej możliwości wkładania na siebie wielu, różnorodnych rzeczy. Obecnie (7 miesiąc) coraz mniej na mnie pasuje. Leginsy noszę nałogowo, infantylną koszulę nocną (tanią) też już sobie zakupiłam. Moje kilogramy – podobnie jak celulit – widać coraz bardziej, ale i tak nie uważam się za „zaniedbaną”.

  2. Lala

    Ok. Wszystko fajnie i masz wiele racji, ale z infantylnymi piżamami to się nie zgodzę. Nie jestem w stanie zrozumieć i nigdy nie zrozumiem, dlaczego producenci tego elementu garderoby uważają, że ciężarne i matki karmiące chcą paradować w koszulkach z krową albo w bociany? Czy na prawdę nie da się wypuścić serii jednokolorowych koszul i tylko ta nieszczęsna krowa (swoją drogą jaki proces myslowy doprowadził do koszuli do karmienia z krową?!) albo sexy-koszule hotmilka za absuradalne pieniądze?
    Myślę intensywnie i nie mogę sobie za nic przypomnieć w czym spałam będąc w ciąży, ale żadnej ciążowej koszuli nie mam (oprócz jednej jedyniej, którą kupiłam z musu na porodówkę). Pewnie w moich piżamach, bo ja lubie takie klasyczne luźne męskie flanelowe z górą na guziki i dołem na gumkę lub troczki. Karmiłam nocami w zwykłych H&M-owych koszulkach na ramiączka do karmienia i spodniach od piżamy.

  3. Anonim

    Świetny artykuł. Jestem obecnie w drugiej ciąży i generalnie zgadzam się z tym co napisałaś. Od siebie dodam tylko, że w ciąży uczulają mnie kosmetyki kolorowe, więc przez większość czasu chodzę nieumalowana, ponieważ nie mam ochoty eksperymentować i sprawdzać, który z kosmetyków używanych na co dzień (stosowanych od lat i w innych sytuacjach sprawdzonych) powinnam zmienić. Maluję się od „wielkiego dzwonu” i to mi wystarczy. Zauważyłam, że wiele kobiet tak ma, również wśród celebrytek. Może innych to razi i właśnie stąd opinia, że o siebie nie dbamy? ;)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.