Archiwa tagu: jak szyć

szycie na maszynie

5 błędów początkujących szyjących

Jako osoba prowadząca bloga często otrzymuję pytania od początkujących krawców. Dodatkowo, czytam o problemach osób zaczynających przygodę z szyciem na forach lub facebookowych grupach. Zauważyłam, że wiele problemów, a raczej błędów powtarza się notorycznie. A oto 5 najpopularniejszych.

Za długo myślę nad wyborem maszyny – wpadłaś na genialny pomysł, że będziesz szyć. Do tego porzebujesz maszyny. Jeśli jej nie pożyczyłaś, to pewnie stoisz przed poważnym dylematem: jaką maszynę kupić? Z jednej strony marzy Ci się wypasiona Juki lub Brother. Z drugiej strony dysponujesz skromnym budżetem i nie jesteś pewna czy szycie przypadnie Ci do gustu. Oczywiście, na forach już się naczytałaś, że Łucznik, który mieści się w Twoim budżecie jest zły i nie dobry. Jasne, te maszyny to nie to samo co Brother, ale pamiętaj, że część negatywnych opinii nt. Łucznika pochodzi od zaawansowanych szyjących, którzy często żyją z szycia. W ich przypadku Łucznik się nie sprawdzi, w Twoim na pewno. Z resztą wyposażenie kuchni masz z Miéle czy Zelmera?

szycie na maszynie

Ten zły Łucznik…służy mi już 5 lat :)

Burda samo zło –Jeszcze nic nie uszyłaś, a już głosisz opinie, że Burda jest szmatława i nie ma w niej fajnych wykrojów. Albo twierdzisz, że wykroje są za proste. Trudno się z tymi opiniami nie zgodzić, bo w porównaniu do lat 90 Burda faktycznie sporo straciła na jakości. Ale podobnie jak w przypadku maszyn do szycia, opinia zaawansowanej szyjącej jest nieprzydatna dla żółtodzioba. Cieszcie się adepci sztuki krawieckiej, że Burda ma teraz same proste wykroje. Macie się na czym uczyć. Ja się uczyłam szyć w latach 90, kiedy to 99% wykroi w Burdzie miało 3 kropki i chciało mi się wyć!

Uszyję spodnie – jasne a czemu nie od razu frak z aksamitu? To poważna bolączka adeptów szycia. Kupują maszynę, naoglądają się blogów krawieckich i od razu chcą szyć spodnie albo płaszcze. Kochani! Każdy, kto miał okazję szyć w czasach przed Internetem (były takie) zaczynał od szycia poszewki, torebki i spódnicy na gumce. I wraz ze wzrostem umiejętności, opanowaniem kolejnych trików, zwiększał stopień trudności wykroju. A teraz? Uszyję płaszcz. O nie wyszło, to maszyna w kąt. Niestety, w szyciu potrzeba czasu, pokory i stopniowego zwiększania trudności wykroi. Tylko to pozowoli na uszycie fraka z aksamitu ;-).

szycie na maszynie

Tak, zaczynamy od poszewki

Rzucam się na dzianinę (zwłaszcza dresówkę) – to trochę wina obecnych trendów. Wszystko jest z dresówki albo dzianiny. Już prawie w ogóle nie nosi się nieelastycznych ubrań. Dużym plusem dzianin jest to, że nie trzeba jej wykańczać. Minusem, że podczas szycia się naciąga i jest dość trudna w obróbce. A już na pewno ciężko się szyje ze ślizgającego się minky. Jeśli już zaczynamy szyć, to na pierwszy ogień powinna pójść średniej grubości 100% bawełna. Dzięki niej nauczymy się panować nad maszyną, a nie będziemy ciągle walczyć z uciekającym materiałem. Dodatkowo, nauczymy się wykańczać brzegi i zakodujemy sobie pewną estetykę krawiecką.

szycie na maszynie

Ja wykańczam nawet dresówkę…sorry, taki mam nawyk ;-)

Za szybko się zniechęcam – zobaczyłam drogą sukienkę, więc uszyję podobną sama. Znalazłam wykrój w Burdzie, wycięłam, wykroiłam z tkaniny, pozszywałam i już w niej wychodzę. Tylko uuups, nie pasuje. To pewnie przez tą złą Burdę i beznadziejnego Łucznika. Oj, nic bardziej mylnego. To przez Twój pośpiech. A wystarczy po wycięciu wykroju przyłożyć go do siebie. Od razu zauważymy, czy rękaw będzie odpowiednej długości i nie braknie nam kilku centymetrów w talii. Albo na odwrót, czy nie trzeba wyciąć mniejszego wykroju. Potem przyda się fastryga i pierwsza przymiarka. Jeśli wszystko pasuje możemy szyć. Jeśli mamy wątpliwości, to poprawiamy. Jeśli coś jest nie halo, to prujemy i zszywamy i prujemy. Aż osiągniemy porządany efekt.

Pewnie teraz pomyślicie sobie, że szycie jest strasznie nudne. Nie, szycie wymaga dokładności, czasu i pokory. Nawet jeśli nie mamy tych cech, możemy się ich nauczyć i cieszyć się z tworzonych przez nas rzeczy.

akcesoria do szycia

Czym szyć 2 – czyli akcesoria każdego szyjącego

Poprzednio omówiłam jaki sprzęt jest potrzebny do szycia. Teraz przejdę do akcesoriów. Będzie tego trochę sporo, ale nie stresujcie się. Wszystko da się pomieścić w 2 pudełkach. Akcesoria, to generalnie te wszystkie rzeczy, które są pomoce przy tworzeniu wykroju a następnie naszego ubrania.

Przyznam szczerze, że nie jestem gadżeciarą i zakup akcesoriów robiła 3-4 razy w życiu. Z niektórych rzeczy korzystam już od ładnych paru lat a inne pożyczam od mamy do konkretnego projektu. Akcesoria w 99% przypadków kupicie w pasmanterii. Ale zaczynajmy, bo lista jest długa:

1. Nożyczki krawieckie – nie do papieru, nie kuchenne lub wzięte dziecku z piórnika. W nożyczki krawieckie trzeba zainwestować. Ja do dziś marzę o tych ciężkich, wygiętych nożyczkach, które kosztują min. 50 zł. Po co są dobre nożyczki? By dobrze i równo przyciąć tkaninę. Oprócz dużych nożyczek warto się zaopatrzyć w takie małe, cieniutkie, które są przydatne do obcinania nitek lub podczas prucia. I pamiętajcie, nożyczkami do tkaniny nie należy ciąć papieru, bo się tępią.

akcesoria do szycia

2. Szpilki – nie wyobrażam sobie szycia bez szpilek. Korzystam z nich od pierwszego spięcia elementów projektu, przez modelowanie, po upinanie gotowego ubrania na manekinie. Nigdy nie zszywam dwóch kawałków materiału bez spięcia ich szpilkami lub fastrygi. Nie chcę zniszczyć maszyny. Co jest ważne przy zakupie szpilek? By miały metalowe lub szklane łepki. Wtedy nie stopią się pod żelazkiem ;).

3. Magnes na szpilki – ponieważ są małe i stanowią zagrożenie dla dzieci, kotów i naszych bosych stóp, gdy się rozsypią lub wypadną podczas szycia, to warto mieć magnes na szpilki. Nim szybko pozbieramy je z podłogi lub znajdziemy jakąś zgubioną w dywanie. Zdecydowanie jedna z najfajniejszych rzeczy jaką mam ;)

akcesoria do szycia

4. Igły – wystarczy jedno opakowanie zwykłych igieł do szycia. Po co są? Do wykańczania szwów, zszywania niewielkich fragmentów, podszywania i cerowania. Bez nich ani rusz. Co jest ważne? Im grubsza tkanina, tym grubsza powinna być igła. Dla leniwych i „ślepych” wymyślono igły nawlekane od góry. Każdy szyjący je docenia, jak już mu wpadną w ręce ;).

akcesoria do szycia

5. Igły do maszyny – różnej grubości i zastosowania. Inne są igły do jedwabiu, a inne do jearseju. Tutaj podobnie, im grubszą mamy tkaninę, tym grubszą igłę (z wyższym numerem) stosujemy. Ponoć najlepsze są niemieckie. Ale jak mamy pecha, to każda nam się złamie i to przy pierwszym szyciu ;). I pamiętajmy, nie szyjmy tępymi igłami.

akcesoria do szycia

6. Miara krawiecka lub centrymetr/metr krawiecki (zwał jak zwał) – może być taka najzwyklejsza lub taka podbajerowana, zwijana z kobiecym designem. Miara jest kolejnym niezbędnikiem. Linijką lub colsztokiem ;) nie odmierzymy długości łuku. Moja bajerancka, zwijana miara ma ten plus, że jest cienka i giętka, co pozwala mi mierzyć po łuku bez problemu. Drugim przydatnym bajerem (a ja ponoć nie jestem gadżeciara :P) jest miara przyklejona do biurka (np. z Ikea), która pozwala odmierzać metry taśmy lub gumki (przydatne przy szyciu firanek i pościeli).

akcesoria do szycia

7. Linijka, ołówek i papier półpergaminowy – do zrobienia wykroju lub jego przerysowania z Burdy. Czasem używam też białego papieru do pieczenia. Ołówki mam dwa: Conte i automatyczny – ten rysuje bardzo cienkie linie. Niektórzy wykorzystują jeszcze krzywiki, ale ja bez nich jakoś projektuje i nawet coś mi wychodzi.

8. Mydełko lub kreda krawiecka – do odrysowywania wykroju i zaznaczania na tkaninie. Nigdy nie robimy tego cienkopisem lub długopisem, bo się nam może nie sprać. Na jasnych tkaninach czasem używam ołówka do odrysowywania linii, ale potem muszę go dokładnie sprać.

9. Agrafki – w różnych wymiarach, do wciągania gumek i sznurków w tunel, do spinania (gdy zwykłe szpilki wyślizgują się z tkaniny).

10. Naparstek i nawlekacz do igieł – trochę staroświeckie, ale docenicie je gdy przyjdzie przebić igłą się przez grubą tkaninę lub nie będziecie mogli trafić nitką do ucha od igły ;)

11. Szpulki do maszyny – im więcej, tym lepiej. Wtedy nie trzeba kilku kolorów nawijać na jedną szpulkę ;).

12. Nici – podstawowe to biała i czarna. Muszą być, bo bardzo często się przydają. Można też zakupić sobie jakiś zestaw nici na start, ale jeśli będziecie dużo szyć, to szybko będziecie mieć wszystkie odcienie palety Pantoe ;). Kupując nici, zawsze bierzemy ze sobą kawałek tkaniny, który pozwoli dobrać najlepszy (nie liczcie na taki sam) odcień. I oczywiście, do różnych tkanin są różne nici. Do jeansu, elastyczne, do overlocków itd. Co więcej, niektóre modele maszyn lubią pewne nici a innych nie. Ja byłam zaskoczona, jak dobrze mój Łucznik Amelia II szył nićmi, które miałam w zestawie od Łucznika (a wyglądały na takie badziewne). Drugimi, które się sprawdzają, to Ariadna Talia.

To chyba tyle. Czy o czymś nie zapomniałam, co jest nam potrzebne przy szyciu?

akcesoria do szycia

akcesoria do szycia

A moje akcesoria do szycia mieszczę w tych dwóch pojemnikach.

maszyna do szycia

Czym szyć – czyli co każdy szyjący powinien mieć…

…by w miarę szybko i sprawnie szyć. Chciałabym się podzielić z Wami wiedzą tajemną nt wyposażenia każdej domowej krawcowej, czy też krawca. Wybór rzeczy (w szczególności akcesoriów) jest subiektywny i bazował na moim doświadczeniu w szyciu. Jest kilka takich rzeczy, bez których się po prostu nie obędziemy lub w najlepszym przypadku będziemy się straszliwie męczyć podczas szycia. Ten swoisty szyciowy must-have podzieliłam na 3 kategorie:

1. Sprzęt

2. Akcesoria:

3. Pasmanteria, tkaniny, wykroje.

Dziś opiszę pierwszą i chyba najważniejszą, czyli sprzęt ;).

Maszyna do szycia – oczywiście szycie nie obędzie się bez maszyny. I oczywiście, tyle ile szyjących, tyle opinii nt. producentów i modeli. Każdy ma swój ulubiony model i producenta, na którym się sparzył. Generalnie, maszyna powinna być dopasowana do naszych umiejętności, ilości czasu, który poświęcamy na szycie oraz budżetu. Im mniej mamy poszczególnych elementów, tym mniej zaawansowaną maszynę potrzebujemy i vice versa. Nawet ja, która szyje względnie dużo, nie wykorzystuję pełnego potencjału mojej maszyny. Korzystam z aż 3 ściegów oraz 2-3 stopek. Wstyd? Nie, takie są realia szycia. Najczęściej zszywamy wszystko ściegiem prostym, obrzucamy zygzakiem lub overlokiem. Coś więcej potrzebne? Ścieg kryty? A zamierzacie szyć eleganckie spodnie? Od razy mówię, że się nie opłaca się, lepiej sobie takie kupić. Ozdobne wzory? A wiecie jak długo się je wyszywa? Ile rzeczy nimi ozdobicie? Jedną poszewkę?

Najfajniej jeśli mamy jakiś sprzęt w domu np. od mamy. Wtedy nie wybrzydzamy, tylko siadamy i szyjemy. Jeśli nie mamy maszyny i chcemy kupić tą pierwszą lub kolejną, to zwykle stajemy przed dylematem w jaką zainwestować. Oferta na rynku jest tak duża, że można dostać oczopląsu, a przy 20 modelu odkryjecie takie cuda, że zwątpicie w to czy chcecie szyć ;). Najlepiej, jeśli mamy możliwość przetestowania maszyny np. w kawiarence szyciowej lub pożyczenie jej od znajomej/rodziny. Przed wszystkim sprawdzimy, czy szycie nam w ogóle odpowiada (na dłuższą to metę pot, łzy i czasem krew) i wyrobimy sobie opinię nt. danego producenta.

A sam wybór producenta i modelu? No cóż, nie ma maszyny doskonałej, na której będziemy szyć przez 100 lat i nawet nie trzeba będzie jej czyścić. Każda maszyna po jakimś czasie się psuje (Volvo też się czasem psuje), więc to co powinno być dla nas ważne, to dostęp do serwisu, części zamiennych oraz akcesoriów (stopki, bębenki itd.). Myślę, że jest czwarty obok stopnia zaawansowania, czasu i ceny aspekt który musimy wziąć pod uwagę, gdy kupujemy maszynę. Co z tego, że będzie na obudowie legendarna lub topowa nazwa, jeśli w promieniu 100 km nie ma żadnego serwisu, lub gdy cena będzie bardzo niska, ale nigdzie nie dokupimy do stopek?

maszyna do szycia

Moja maszyna – Łucznik Amelia II 2005 

Żelazko i deska do prasowania – wystarczą te same, które mamy do domowego prasowania. Bez bajerów, stacji parowych i innych cudów. W końcu potrzebujemy je od rozprasowania szwów, zaprasowania zaszewek, zakładek i podwinięć. No i do rozprasowania tkaniny, gdy zaczynamy szycie. Jedyne co się jeszcze może przydać, to specjalna mała deska do prasowania rękawów (niezastąpiona przy prasowaniu koszuli).

Lampka na biurko – miejsce pracy musi być dobrze oświetlone. Biorąc pod uwagę fakt, że w Polsce zima trwa pół roku i mamy mało słonecznych dni, musimy zainwestować w dobre oświetlenie stanowiska pracy. A lampka na biurko kosztuje nie dużo i może być przydatna do innych rzeczy.

I tyle. Więcej sprzętów nie potrzeba, by szyć.

jak znaleźć czas na szycie

Jak znaleźć czas na szycie?

Na pewno część z Was boryka się z brakiem czasu na szycie i bardzo Was to złości. Na szczęście, na brak czasu jest kilka sposobów, które pozwolą nam na szycie w większej ilości. Praktycznie, wszystkie 4 sposoby przetestowałam i muszę przyznać, że się sprawdziły.

1. Tabula rasa – czyli zaczynam wszystko od zera. Zapewne rośnie Wam lista rzeczy do zrobienia np. przykręcić listwę, posprzątać pawlacz, uszyć nową narzutę, zapisać się na kurs francuskiego, zadbać o stopy, uszyć sukienkę, itd. itp. Lista co miesiąc powiększa się o kolejne punkty. Jak już siądziecie do szycia, to macie wyrzuty sumienia, że nie robicie czegoś innego. A jak już ogarniacie zaległości, to się frustrujecie, że nie szyjecie. Co z tym fantem zrobić? Otóż, trzeba wszystkie obowiązki wyzerować. Pewnego dnia najlepiej stwierdzić, że skoro tego nie zrobiliśmy i bez tego funkcjonujemy, to możemy sobie dać z tym spokój i nie jest to nam do szczęścia potrzebne. Zaczynamy od zera. Koniec z frustrowaniem się, że coś w domu nie jest zrobione. Trudno, jakoś bez tego żyjemy. A co jeśli  się pojawią kolejne obowiązki? Wykonujemy je od razu lub wyznaczmy konkretny dzień ich realizacji i konsekwentnie się tego trzymamy.

To samo z szyciem, jeśli zalegają Wam stosy materiałów i ciągle myślicie o tej sukience z przed 5 lat, której do dziś nie uszyliście, to możecie o niej zapomnieć. Zamiast się męczyć i szyć z już nie modnych tkanin, lepiej iść do sklepu, kupić nową tkaninę, uszyć coś co nam się spodoba i będziemy nosić. Ale tu też konsekwentnie, kupujemy i szyjemy. A co z już posiadanymi tkaninami? Mogą poczekać na lepsze czasy i naszą ochotę, lub można je sprzedać na Allegro lub na forum (np. tutaj).

2. Wykonać zaległe obowiązki i szycie w określonym czasie – powiedziecie, że pierwsze rozwiązanie jest mało ambitne i jednak chcecie sprzątać ten pawlacz. Co wtedy? Żeby się już więcej obowiązkami nie frustrować, trzeba je po prostu wykonać (ale banał, ale lepsze to niż poszukiwanie źródła frustracji w sytuacji z dzieciństwa :P). W tym celu najlepiej spisać listę rzeczy, które musimy zrobić. Uzupełnić ją o ewentualną listę zakupów np. narzędzi. Następnie należy wyznaczyć termin realizacji albo poświęcić 1 weekend na wykonanie zaległości. Wtedy nie pierzemy, pieczemy, na obiad zamawiamy pizzę i całe 2 dni robimy wszystkie zaległości.

A co z zaległym szyciem? Jeśli już koniecznie chcemy uszyć, to co nam się nagromadziło przez lata, to postępujemy podobnie. Spisujemy wszystko na kartce, robimy ewentualną weryfikację i skreślamy to, co jednak jest nam nie potrzebne. Spisujemy potrzebną pasmanterię, kupujemy ją. Siadamy na weeekend lub dwa (rodzina znowu się ucieszy, że będzie pizza) i szyjemy, szyjemy i szyjemy. Aż padniemy. Wierzcie mi, że po uszyciu 3 rzeczy lista rzeczy nagle Wam się skróci (i to nie dlatego, że tyle uszyjecie), a po takim weekendowym maratonie wręcz znienawidzicie szycie ;-).

3. Planowanie i organizacja – niestety, jeśli myślicie, że Wasza pasja powinna być realizowana spontanicznie „O, dziś sobie poszyję”, to nigdy nic nie uszyjecie. Spontaniczność jest fajna, ale nie może być głównym motorem naszych działań. Jeśli chcemy sobie uszyć np. ubrania na lato, to wszystko musimy zaplanować już zimą. A podstawą planowania jest lista zadań np. ubrania na dany sezon, które chcemy uszyć. Jeśli zainspirowały nas ubrania znalezione w internecie, to warto stworzyć katalog, w którym zapiszemy ich zdjęcia. Raz na jakiś czas przeglądamy katalog i dopisujemy kolejne punkty do listy. Po uszyciu danej rzeczy skreślamy ją z listy. Jak już tak bardzo kochamy realizowanie kilku projektów na raz, możemy zrobić 2 listy: DO USZYCIA i DO SKOŃCZENIA. To pozwoli nam zapanować nad tym co robimy i co chcemy zrobić.

Dodatkowo, organizacja. Jeśli chcemy uszyć sukienkę, to wybieramy/tworzymy wykrój, kupujemy tkaninę i od razu całą niezbędną pasmanterię. Dzięki temu, szybciej się weżniemy do roboty, a nie odłożymy tkaninę w kąt, bo brakuje zamka. Całe szycie lepiej wcześniej przemyśleć i wyznaczamy sobie konkretne dni w tygodniu, w których szyjemy przez określoną liczbę godzin. Jeśli zorganizujemy materiały i czas, to szycie na pewno nam się uda.

4. Rezygnujemy z zapychaczy czasu – czasem brak czasu wynika z tego, że go marnujemy na pierdoły. Naprawdę musisz godzinę siedzieć na Facebooku, oglądać serial i czytać mojego bloga 5 razy w tygodniu? Może spróbuj zrezygnować z komputera i telewizji na jakiś czas (laptopa można gdzieś schować). Dzięki temu zyskasz naprawdę dużo czasu. Więc zamknij teraz stronę, wyloguj się z Facebooka i do szycia!

jak znaleźć czas na szycie

P1180672

Jeszcze tu jesteś? Już do szycia! ;-)

co się opłaca szyć

Szkoda czasu i atłasu?

Do napisania tego posta skłoniły mnie dwie rzeczy. Pierwszą z nich był news w TVN24 dt. zwiększonego zainteresowania szyciem oraz dokonanie przez mnie pierwszych zakupów na Allegro (no co, niektórzy to prawdziwi off-line’nowcy :P). Zamiast 1 rzeczy za 60 zł, kupiłam 3 w cenie 67 zł! Co ciekawe, kupiłam bardzo prostą spódniczkę ciążową. Uszyłabym ją w 1 weekend, bez wykroju. Ale gdy zobaczyłam cenę 19,90 zł, stwierdziłam, że tyle to kosztowałabym mnie tkanina, więc szkoda mojego czasu.

Zaczynam mieć wrażenie, że co raz więcej robimy sami, co jest zrozumiałe i oczywiste. Dopadł nas kryzys. Jeśli nie chcemy się zrujnować, to mamy wyboru wyprzedaż w sieciówkach, second-handy, Allegro lub uszycie czegoś samemu. Ale czy zawsze opłaca się szyć? Czy zawsze warto poświęcić przysłowiowy czas i atłas? Odpowiedź na to pytanie na pewno zabrzmi: „To zależy, od ilości posiadanego czasu oraz ceny tkaniny”. Dodatkowo, należy wziąć pod uwagę stopień komplikacji danej rzeczy.

I tak zaczęłam przeglądać poszczególne części mojej garderoby i kalkulować, czy faktycznie opłacało by się to uszyć samemu. Stworzyłam subiektywną listę ubrań, które warto szyć, a których nie warto.

Kalkulacja tkanin oparłam na cenach w sklepie, w którym najczęściej kupuję (Śląsk). Szyję z tkanin naturalnych (głównie bawełna), w miarę dobrej jakości. Wierzcie mi, nic tak nie wkurza, jak samodzielnie uszyta bluzka, która się mechaci po 2 praniach – miałam tak z 3 razy i odpuściłam sobie super tanią dzianinę. Nie ma wyciągania resztek tkanin z koszy (moje ulubione), w second-handach, recyclingu (również daje sporo radości), szukania super okazji na Allegro. Jeśli mamy dobrą tkaninę z takiej okazji, wtedy opłaca się szyć wszystko, nawet suknię ślubną ;-). Wprowadziłam również drugie założenie. Dotyczy ono czasu: pracujemy zawodowo, ogarniamy dom i mamy swoje życie towarzyskie, więc nie mamy całego dnia na szycie.

Więc na co nie szkoda czasu i atłasu, a na co wręcz przeciwnie?

1. Letnie spódnice –  W zasadzie letnie spódnice produkuję masowo ;). A że aktualna moda sprzyja prostym kroją, wyprodukowanie takiej rzeczy to zwykle 1 weekend. Przyjrzyjcie się trendom – marszczone spódnice na gumce, luźne kroje, ołówkowe krótkie spódniczki, nawet słynne miętowe spódnice z Zary, są w uszyciu banalne. To, najczęściej, zmarszczony prostokąt z doszytą gumką, ile razy już coś takiego pokazałam na blogu? A cena? Zwykle kupuję tkaninę z kantą w cenie ok. 20-25 zł/m. A ile takiego materiału potrzeba? Bez kanty – długość spódniczki, czyli ok. 0,6-0,7 m. Z kantą – do 1 m, w zależności do tego, jak mocne chcę mieć marszczenie. Czasem dokładam podszewkę – daj my na to za 10 zł. Czyli w granicach 30 zł mam piękną spódnicę na lato. OPŁACA SIĘ!

2. Letnie sukienki – te kolorowe, festiwalowe, na plaże, na co dzień, po mieście i na letnią imprezę też szyję sama. Najprostsza sukienka na lato, to prostokąt z przyszytymi u góry gumkami. Jedna sobota roboty, a cena to ok. 30-40- zł (jeśli nie szyjemy sukienki maxi). A jeśli chodzi o kalkulację w tym wypadku, to zasadę mam prostą. Jeśli ilość tkaniny potrzebnej do uszycia sukienki nie przekracza 1,5 m., to szyję. OPŁACA SIĘ!

5. Lekkie bawełniane bluzki – czasem wchodzę do sieciówki, widzę ładną bluzkę, biorę ją do przymierzalni i okazuje się, że to kwadrat z pozszywanymi brzegami. Tkanina – nie elastyczna bawełna, batyst, satynka, więc 2 dni później kupuję podobną w sklepie z tkaninami i mam piękną bluzkę za 20 zł. OPŁACA SIĘ!

3. Eleganckie sukienki – w tym przypadku zastanawiam i najczęściej rezygnuję z szycia. Wolę zrobić rajd po wyprzedażach i złowić coś za 50 zł (może nie uwierzycie, ale mam w szafie 3 eleganckie kiecki, każda kosztowała w granicach 50 zł. Od wąskich na bankiet, po szyfonowe z Promodu). W przypadku eleganckiej sukienki, trzeba zainwestować w naprawdę dobrą tkaninę (elegancki krój i chamski materiał się gryzą) i poświęcić trochę czasu na szycie, żeby wszystko wyszło perfekcyjnie. Najczęściej nie chcę zmarnować tkaniny, w przypadku problemów z krojem. SZKODA ATŁASU!

4. Bluzki z dzianiny, czyli wszelkiego rodzaju koszulki, t-shirty, oversizowe koszulki na codzień z jerseju lub wiskozy. Generalnie, na takie bluzki potrzeba ok. 0,7 m. tkaniny. Cena jerseju lub wiskozy to ok. 20 zł (ale mamy spore prawdopodobieństwo, że się zmechaci jak z sieciówki), czyli mamy bluzeczkę za 14-15 zł. Ale jest mały problem – wykończenie bluzki. Dla osób nie posiadających overloka szycie jerseju i wykańczanie dekoltu, to może być istna udręka. Na zwykłej maszynie raczej nie wyjdzie jak ze sklepu lub wyjdzie bardzo badziewnie (najpewniej tkanina się naciągnie i dekolt będzie odstawał). A za ile można mieć taką koszulkę w sieciówce? 19,90, 29,90 max. 39,90 ;). I jak sprawdziłam na własnej skórze, niektóre są niezniszczalne. SZKODA ATŁASU!

6. Bielizna – ile to ja już razy słyszałam, że ktoś nie może kupić stanika na swój biust i że będzie szyć sam. Jesteście pewni, że chcecie uszyć sami stanik? A przyjrzeliście się jak  on jest zrobiony i z czego? Haftki, fiszbiny i wypełnienie kupicie w pasmanterii. Ale wszyjcie to wszystko, tak by was nie gniotło i wyglądało estetycznie. A co z tkaniną? Macie specjalną? W ogóle, wiecie z jakiej tkaniny szyje się biustonosze? A co ze zdobieniami? Bez kitu, że będziecie szyć biały namiot. Przecież jakaś koronka lub chociaż malutka kokardka musi być! A licznik leci – każda pierdółka kosztuje. Już nie mówiąc o tym, że krój to nie jest wcale taka łatwa sprawa i na zwykłej maszynie, stebnówką tego nie przeszyjecie. Lepiej iść na braffiting, poznać swój prawdziwy rozmiar i zainwestować w 1-2 dobre staniki. SZKODA CZASU I ATŁASU.

A majtki? Testuję z różnych sieciówek. Na razie pod względem jakości i ceny najlepiej sprawdził się H&M i Kappalh. Ale i tak Wam kiedyś pokażę jak uszyć majtki, więc tu nie mam zdania.

7. Płaszcze i kurtki – o nie, za szycie płaszcza nie tknęłabym się nawet kijem przez szmatę i w rękawiczkach. W życiu! Za dużo roboty, a ile na to tkaniny idzie! Płaszcz, to rzecz, którą mam na przynajmniej 5-6 lat, więc tkanina musi być najwyższej jakości. Już 2 razy zainwestowałam w płaszcze z polskiej firmy Dussi. Zimowe noszę od 4 lat, nic się z nimi nie dzieję. Wiosenno-jesienne kupiłam dopiero w zeszłym roku i mam nadzieję, że też tyle w nich pochodzę. Czy chciałoby mi się szyć to samemu? Za dobrą wełnę lub flausz zapłacę co najmniej  60 zł/m. A potrzebuję min. 2 m i jeszcze dobrą podszewkę, pasmanterię, ocieplinę. A potem, jak przez miesiąc będę klnąc zszywając to wszystko razem i doprecyzowując krój, to myślę, że SZKODA CZASU I ATŁASU!

A kurtki? Jeansową katanę, mam za 30 zł z outletu, ta wiosna to będzie 7 sezon jak w niej chodzę i ciągle się pytają gdzie ją kupiłam, bo taka super. Klasyczną czarną parkę kupiłam w H&M za 40 zł (zimowa wyprzedaż) i jak na razie daje radę 3 sezon. W tym wypadku, jak najbardziej jest mi SZKODA CZASU I ATŁASU!

8. Eleganckie koszule i spódnice – jeśli potrzebne są do pracy i wymagany jest od nas elegancki wygląd, to nie ryzykowałabym szycia. Jeszcze ołówkowa spódnica może się opłacać. Na nią jest potrzebny niecały metr, ale bardzo dobrej jakościowo tkaniny, czyli min. 40 zł/mb. To nie może być tani poliester, bo będziemy wyglądać nieprofesjonalnie. Białe koszule? Jestem zdania, że lepiej się trochę naszukać i kupić jedną elegancką, dobrze dopasowaną (tak, są takie w sklepach), z dobrej bawełny nawet za spore pieniądze i mieć ją na lata, niż męczyć się nawet z najprostszym wykrojem z Burdy. SZKODA CZASU I ATŁASU.

9. Swetry –  Jeśli robić samemu, to tylko ze 100 % wełny, angory, kaszmiru itd. Żadnych akryli i innych badziewi, bo się zmechaci i będzie szkoda Waszej pracy. A ile taka wełna kosztuje? Min. 20 zł za 1 motek. W motku jest 100 gr-200 gr. Na taki fajny sweter potrzeba z 500-700 gr, czyli wychodzi ok. 100 zł. No można robić, dla relaksu w zimowe wieczory, nie zaoszczędzimy, ale sweter będzie na lata. OPŁACA SIĘ!

10. Spodnie – Umiejętność uszycia spodni, to wyższy poziom wtajemniczenia. Jest sporo trików, żeby wyszły dobrze (nie uciekające, równe nogawki, nierozłażące się szwy, itd.). Na spodnie potrzebujemy min. metr tkaniny (im ktoś ma dłuższe nogi, tym więcej mu tkaniny zejdzie) + pasmanteria . Znowu, skoro już szyjemy sami, to nie z poliestru, czyli cena tkaniny idzie w górę. Za jeans się nie biorę, bo to za ciężka tkanina na moją domową maszynę. A z resztą, za ile to ja kupiłam jeansy w Vero Modzie? Jedne za 20 zł (2 sezony i dalej są ok), a ciążowe za 40 zł. To na pewno, jest mi SZKODA CZASU!

A szorty? Gdy widzę cenę szortów  w sieciówce, to robi mi się słabo. Tak więc, letnie szoty jak najbardziej można szyć. Ja swoje letnie spodenki na co dzień uszyłam z 0,5 m bawełny. Kosztowały mnie jakieś 10 zł. Spędziłam nad nimi 2 wieczory i przy okazji przećwiczyłam szycie spodni, nie ryzykując zniszczenia dużej ilości tkaniny. OPŁACA SIĘ!

Uff, na razie to tyle. A jakie są Wasze doświadczenia? Na co Wam nie szkoda czasu i atłasu?

32152040Mem pochodzi ze strony: http://memegenerator.net/instance/32152040

Wyjątkowo nieudane szycie

Perfekcyjne Panie Krawcowe

Gdy zaczynałam swoją przygodę z szyciem, byłam małą dziewczynką. Przez długie lata szyłam w świecie, na który składały się Burdy, parę książek z PRL o szyciu i pomocne rady mojej mamy. Nie znałam innych ludzi, którzy szyją i nie miałam dostępu do innych książek do gazet. Aż nastąpiła era Internetu i wtedy odkryłam, że nie tylko ja szyję, ale szyje sporo osób na całym świecie. Na początku byłam zafascynowałam BurdaStyle.com i kilkoma zagranicznymi blogami. Odkrywałam co raz więcej i więcej, aż w końcu znalazłam polskie strony o szyciu. Strony, blogi, fora, i wtedy też odkryłam Perfekcyjne Panie Krawcowe.

W moim szyjącym świecie, robię co chcę. Nie ukrywam – czasem szyję krzywo. Gdy mi coś nie wychodzi, to mogę liczyć na dobrą radę lub sugestię ze strony mojej mamy. Jeśli trzeba to z bólem serca pruję i zszywam jeszcze raz. Im więcej szyję, tym robię się dokładniejsza. Ale gdyby, nie Internet nie przypuszczałabym, że są Perfekcyjne Panie Krawcowe, które z dokładności w szyciu robią wręcz religię. Godzinne rozprawianie na swoim blogu o tym, że zaszewka wyszła za płytka, albo lament, że szwy się rozjechały o 0,5 mm, albo że się podszewka w żakiecie pod pachą z tyłu delikatnie zmarszczyła, długie debaty na forum, że podczas szycia szewek uciekł o 1 mm w lewo i jak to teraz naprawić albo jak coś obszyć, żeby bardziej idealnie niż ze sklepu.

A ja? Moje szwy się w ogóle nie spotkały, zabrakło im do tego jakiś 5 cm. Zaszewka? Jaka zaszewka? Nie będę sobie utrudniać życia zaszewką, tylko wszyję gumkę i materiał sam się na mnie ułoży. Krzywy szew? Jak to powiedział mój mąż „Gdyby były prosty, to nie był by twój”. Cóż czasem, mimo dobrych chęci i fastrygi, po prostu mi nie wychodzi ;). Nawet już się tym nie przejmuję. Po prostu poprawiam tyle ile się da, ale nie informuję o tym całego świata, bo po co?

No właśnie, po co Perfekcyjne Panie Krawcowe tak lamentują, że coś im wyszło krzywo? Żebyśmy nie popełnili tych samych błędów? Chyba nie, bo oprócz jęków, rzadko kiedy jest informacja jak uniknąć podobnej wpadki. Żeby umniejszyć swoje dzieło? No tak, w Polsce nie wypada się chwalić sukcesem. A może gdy Perfekcyjna Pani Krawcowa napisze, że jej nie wyszło, to wszyscy będą piać w komentarzach, że jest przecudnie? Bingo! Prosty i szybki sposób na dowartościowanie się.

Po co takie rozprawianie i rozpisywanie się o tym, że coś można uszyć jeszcze doskonalej? Ok, rozumiem sytuację, gdy ktoś coś szyje po raz pierwszy i potrzebuje technicznej pomocy, bo ewidentnie mu nie wychodzi. Ale robienie halo w okół podwinięcia prostej spódnicy i wymyślanie z jakimiś taśmami, stopkami, kiedy się po prostu zawija się materiał pod spód i przeszywa, to już zwyczajną przesadą.

Rozumiem, że dla niektórych szycie to zawód lub pasja, której są bez reszty poświęceni. Wiem również, że dokładność w szyciu jest istotna, ale robienie z niej religii jest zniechęcające dla innych szyjących osób. Gdy ktoś zaczyna szyć i od razu zderza się z PPK, które roztaczają w sieci wizję idealnych ubrań i ogłaszają, że przesunięcie szwu 0,5 mm to powód do wyrzucenia ubrania, może się skutecznie zniechęcić i porzucić szycie już po pierwszych próbach. Już nie mówiąc o tym, że nasz adept sztuki krawieckiej będzie wiecznie zdołowany, że mu tak doskonale nie wychodzi.

Moi drodzy nowicjusze w szyciu, nie dołujcie się! W szyciu jak w każdej dziecinie, każdy popełnia błędy. Czasem szyje krzywo, partaczy wszywanie zamków i rękawów i nie wychodzi mu wykończenie. Każdemu czasem coś się rozjedzie. Czasem da się to poprawić, a czasem nie jest to aż tak istotne. W końcu nie szyjemy ubrań do Harrodsa i nie muszą być idealne. Pamiętajcie, jeśli uszyte ubranie Wam się podoba, a defekty nie mają istotnego wpływu na komfort noszenia lub ich po prostu nie widać (bo są na na podszewce rękawa, którą będzie oglądać tylko bęben Waszej pralki), to po prostu cieszcie się z uszytej rzeczy i noście ją dumnie!

Wyjątkowo nieudane szycie

To była wyjątkowo nieudana sukienka i oczywiście wszystko się rozjechało ;)