Archiwa tagu: zakupy z dziećmi

Czy Twoje dziecko wie co to bawełna?

Był już dzień mamy i okazjonalny wpis. Dzień dziecka też już za nami, więc pora napisać coś o dzieciach. Dziś będzie o tym jak i czy uczymy nasze dzieci wybierać ubrania w sklepie.

Każdy z nas ma jakąś wiedzę na temat ubrań. Wiemy, że bawełna jest lepsza od poliestru, a wełna lepsza od akrylu. Wiemy, że mierząc ubrania trzeba patrzeć na ich krój i jak się na nas układają. Ci co szyją często zwracają uwagę na wykończenie szwów, podszewkę, detale krawieckie itd. Ale czy wiemy, że tą wiedzę można a nawet należy przekazywać swoim dziecią? Goszczą na działach z ubraniami dziecięcymi mam wrażenie, że nie. Widząc rodziców z pociechami podczas dokonywania zakupów zauważyłam, że najważniejszy jest wybór w kategorii ubranko licencjonowane czy nie. Nie ważne jak bluzka, sukienka czy spodnie się układają, ważne że jest na nich disneyowska księżniczka lub wściekły ptaszek. Dodatkowo, często mogę wysłuchać paru przykrych epitetów ze strony rodzica, który nie koniecznie może zafundować dziecku droższa koszulkę. A kosztuje ona więcej tylko dlatego że, ma jakiegoś bajkowego bohatera.

I to też poproszę, mamo. Obrazek z: http://healthychild.org/assets/blonde_girl_child_shirt_clothes_shopping_shutterstock_101861248-504×334.jpg

Z jednej strony nie dziwię się dzieciom. Sama miałam w dzieciństwie sukienkę z Arielką. Dodatkowo, pamiętam jak ważne było dla mnie noszenie ubrań takich samych jak rówieśnicy (myśmy jechaliśmy po całości – woleliśmy markowe). Ale dziwię się rodzicom, że nie wykorzystują momentu zakupu ubrań do edukacji dzieci. Drodzy rodzice, nie tłumaczcie, że nie macie czasu. I tak go tracić podczas szarpaniny słownej z dzieckiem. Ono chce licencjonowane, wy macie ograniczony budżet i się zaczyna: „Ty, taki, śmaki”. A nie łatwej i miłej było by po prostu porozmawiać. Może zamiast standardowego hasła „Nie mam pieniędzy”, zapytać malucha czy wie, czym się różni jedna koszulka od drugiej? Zaproponować, żeby porównał skład w obu koszulkach, albo zwrócić uwagę, że nadruk jest gumowy i nie oddycha. Można też zaproponować przymiarkę obu koszulek i zabawę w stylistę. Dlaczego nie? Bo nie macie czasu? I tak go zmarnujecie na kłótnie z dzieckiem, albo na zaciąganie kolejnego kredyty na jego fanaberie.

Dobrą okazją do rozmowy jest też droga do sklepu. Może warto poinformować dziecko, że dziś idziemy do sklepu po nowy płaszcz/spodnie/sukienkę/sweter i zapytać się czy wie co jest ważne przy wyborze takiego ubrania. Na pewno nie wie i na pewno chce się dowiedzieć. W takiej sytuacji można powiedzieć, że przy mierzeniu płaszcza liczy się wygoda (czy można podnieść ręce do góry), przy wyborze swetra skład, a sukienka musi stylem pasować do okazji, na którą jest przeznaczona. Że spodnie muszą się dobrze układać na pupie i że warto w nich usiąść zanim je kupimy. A już w sklepie można zwrócić uwagę, że dana rzecz ma ciekawy krój, fajny skład albo jest misternie wykończona (np. haft na sukience).

Jak zwykle do szczęścia dużo nie trzeba. Nawet jeśli nasze czupurne dziecko uprze się na licencjonowane ubranie, to my przynajmniej będziemy mieć poczucie, że spędziliśmy czas z dzieckiem (każda okazja do rozmowy jest dobra) i świadomość, że przekazaliśmy mu wiedzę. Wiem po sobie, że długo nie chciałam słuchać Mamy w kwestii kupna ubrań (markowe, markowe i tylko markowe). Aż dorosłam i zaczęłam korzystać z tej wiedzy z automatu i bardzo się z tego cieszę.

A na zakończenie historia rodzinna. Kiedyś rozmawiałam z moją ciocią o kupnie butów na zimę i wtedy ciocia powiedziała mi: „Wiesz jak zawsze Twój dziadek mi doradzał? Żeby kupować takie buty, w których można swobodnie ruszać palcami. Wtedy stojąc na mrozie będzie nam cieplej w stopy”. Wiecie, że dziadek miał rację?