Archiwa kategorii: Moda w teorii

Jak nie szyć spodni?

Dziś będzie bardzo nietypowo. Zazwyczaj piszę jak coś uszyć lub zrobić, a tym razem napiszę jak tego nie należy robić. Jeśli Wam się wydawało, że szycie to łatwa sprawa i wszystko wychodzi jak z pod przysłowiowej igły, to jesteście w błędzie. Zwłaszcza jeśli chodzi o szycie spodni. Dla starych wyjadaczy szycie spodni oznacza trudne chwile przy maszynie. Inaczej wygląda sytuacja w przypadku adeptów sztuki szycia. Chcą uszyć spodnie zaraz po kupnie maszyny lub trochę później, czyli po uszyciu pierwszej torby na zakupy. A ze spodniami nie jest tak łatwo. Pozornie wydają się łatwe w uszyciu. Zwłaszcza takie z piżamy. Niby luźne, niby marszczone, więc nic się super nie musi układać. Nigdzie nic nie musimy dopasowywać. A jednak, jest kilka błędów, które możemy popełnić i z piżamy jak ze snów zrobi się nocny koszmar.

Nie szyj bez wykroju. Na pewno, przeczytaliście w Internecie, że ktoś sobie uszył spodnie bez wykroju. Wziął jeansy, pomierzył, odrysował przód oraz tył i miał już wykrój, z którego uszył spodnie. Może ta osoba miała szczęście albo w skończony kurs kroju. Albo pospinała coś agrafkami do zdjęcia, żeby wyglądało dobrze. Kochani czytelnicy, próbowałam i spodnie szyte bez profesjonalnego wykroju nie wychodzą. To nie jest spódnica na gumce, to nie jest sukienka bez rękawów. Spodnie to dwie nogawki, przód i tył, który musi pomieścić pupę. To wszystko się musi ze sobą zgrać i na dodatek dobrze na was wyglądać. Nic nie może opinać lub odstawać. Nogawki nie mogą zakręcać do środka. A o takie pomyłki łatwo, jeśli szyjemy bez profesjonalnego wykroju. Dlatego, warto zainwestować w wykrój spodni. Na pewno coś się uda znaleźć Wam w Burdzie lub na Papavero. Ja znalazłam jeden i dzięki nie mu uszyłam już kilka par szortów i długich spodni

do bloga 1

Nieudana próba szycia bez wykroju.

jak uszyć spodnie

Mój ulubiony wykrój – zaznaczony na szaro :)

Nie szyj bez przymiarki. W ogóle szycie czegokolwiek bez przymiarki to jakaś pomyłka. Zwłaszcza należy przymierzyć spodnie i sprawdzić czy wszystko dobrze się układa. Czy nie marszczy się, czy nie są za płytkie. Czy Wam się coś nie wrzyna. Jeśli tak, to mamy jeszcze szansę wprowadzić poprawki. Przy okazji podczas przymiarki wyznaczymy długość nogawki.

Nie szyj bez doświadczenia. Spodnie to nie jest dobry pomysł na pierwsze szycie. Zwłaszcza te z dresu. Jeśli nie macie doświadczenia, szycie spodni tylko Was zniechęci do tego zajęcia, ponieważ na pewno coś wyjdzie nie tak. Najpierw trzeba poznać swoją maszynę, nauczyć się szyć prosto i umieć wyczuć tkaninę. Dopiero potem możemy kombinować z trudniejszymi krojami i dzianinami.

Podsumowując, jeśli już koniecznie musicie uszyć spodnie, to nie zrażajcie się do szycia, jeśli Wam nie wyjdą za pierwszym razem. Kiedyś w końcu się uda, a w międzyczasie na pewno uszyjecie wiele pięknych rzeczy.

Ps. Inspiracją do tego wpisu było szycie spodni z piżamy na prezent pod choinkę. Wkrótce pokaże je na blogu, bo to mimo wszystko niespodzianka!

Czy Twoje dziecko wie co to bawełna?

Był już dzień mamy i okazjonalny wpis. Dzień dziecka też już za nami, więc pora napisać coś o dzieciach. Dziś będzie o tym jak i czy uczymy nasze dzieci wybierać ubrania w sklepie.

Każdy z nas ma jakąś wiedzę na temat ubrań. Wiemy, że bawełna jest lepsza od poliestru, a wełna lepsza od akrylu. Wiemy, że mierząc ubrania trzeba patrzeć na ich krój i jak się na nas układają. Ci co szyją często zwracają uwagę na wykończenie szwów, podszewkę, detale krawieckie itd. Ale czy wiemy, że tą wiedzę można a nawet należy przekazywać swoim dziecią? Goszczą na działach z ubraniami dziecięcymi mam wrażenie, że nie. Widząc rodziców z pociechami podczas dokonywania zakupów zauważyłam, że najważniejszy jest wybór w kategorii ubranko licencjonowane czy nie. Nie ważne jak bluzka, sukienka czy spodnie się układają, ważne że jest na nich disneyowska księżniczka lub wściekły ptaszek. Dodatkowo, często mogę wysłuchać paru przykrych epitetów ze strony rodzica, który nie koniecznie może zafundować dziecku droższa koszulkę. A kosztuje ona więcej tylko dlatego że, ma jakiegoś bajkowego bohatera.

I to też poproszę, mamo. Obrazek z: http://healthychild.org/assets/blonde_girl_child_shirt_clothes_shopping_shutterstock_101861248-504×334.jpg

Z jednej strony nie dziwię się dzieciom. Sama miałam w dzieciństwie sukienkę z Arielką. Dodatkowo, pamiętam jak ważne było dla mnie noszenie ubrań takich samych jak rówieśnicy (myśmy jechaliśmy po całości – woleliśmy markowe). Ale dziwię się rodzicom, że nie wykorzystują momentu zakupu ubrań do edukacji dzieci. Drodzy rodzice, nie tłumaczcie, że nie macie czasu. I tak go tracić podczas szarpaniny słownej z dzieckiem. Ono chce licencjonowane, wy macie ograniczony budżet i się zaczyna: „Ty, taki, śmaki”. A nie łatwej i miłej było by po prostu porozmawiać. Może zamiast standardowego hasła „Nie mam pieniędzy”, zapytać malucha czy wie, czym się różni jedna koszulka od drugiej? Zaproponować, żeby porównał skład w obu koszulkach, albo zwrócić uwagę, że nadruk jest gumowy i nie oddycha. Można też zaproponować przymiarkę obu koszulek i zabawę w stylistę. Dlaczego nie? Bo nie macie czasu? I tak go zmarnujecie na kłótnie z dzieckiem, albo na zaciąganie kolejnego kredyty na jego fanaberie.

Dobrą okazją do rozmowy jest też droga do sklepu. Może warto poinformować dziecko, że dziś idziemy do sklepu po nowy płaszcz/spodnie/sukienkę/sweter i zapytać się czy wie co jest ważne przy wyborze takiego ubrania. Na pewno nie wie i na pewno chce się dowiedzieć. W takiej sytuacji można powiedzieć, że przy mierzeniu płaszcza liczy się wygoda (czy można podnieść ręce do góry), przy wyborze swetra skład, a sukienka musi stylem pasować do okazji, na którą jest przeznaczona. Że spodnie muszą się dobrze układać na pupie i że warto w nich usiąść zanim je kupimy. A już w sklepie można zwrócić uwagę, że dana rzecz ma ciekawy krój, fajny skład albo jest misternie wykończona (np. haft na sukience).

Jak zwykle do szczęścia dużo nie trzeba. Nawet jeśli nasze czupurne dziecko uprze się na licencjonowane ubranie, to my przynajmniej będziemy mieć poczucie, że spędziliśmy czas z dzieckiem (każda okazja do rozmowy jest dobra) i świadomość, że przekazaliśmy mu wiedzę. Wiem po sobie, że długo nie chciałam słuchać Mamy w kwestii kupna ubrań (markowe, markowe i tylko markowe). Aż dorosłam i zaczęłam korzystać z tej wiedzy z automatu i bardzo się z tego cieszę.

A na zakończenie historia rodzinna. Kiedyś rozmawiałam z moją ciocią o kupnie butów na zimę i wtedy ciocia powiedziała mi: „Wiesz jak zawsze Twój dziadek mi doradzał? Żeby kupować takie buty, w których można swobodnie ruszać palcami. Wtedy stojąc na mrozie będzie nam cieplej w stopy”. Wiecie, że dziadek miał rację?

moda ciążowa ze świata

Co nam ciąży w modzie ciążowej?

Ostatnio mamy istny wysyp ciężarnych celebrytek. Zaczynając od kontrowersyjnej Kim Kardashian, przez Księżną Kate, czy też z naszego podwórka Dorotę Gardias, Małgorzatę Sochę lub Joannę Liszowską itd. Tak liczne grono skłania do komentarzy ze strony portalów plotkarskich i modowych dotyczących ubioru Pań z brzuszkiem. Dodatkowo, sama od kilku miesięcy noszę ubrania ciążowe i  moje zainteresowania krążą w okół mniej lub bardziej inteligentnych portali i sklepów dla przyszłych mam. Przeglądając różne strony zauważyłam, że przyszłe mamy nie są już świętymi krowami i ich wygląd jest szczegółowo rozliczany. Na pierwszy rzut oka widać, że autorzy (autorki?) tekstów raczej w ciąży nie byli albo byli tak dawno, że już zapomnieli.

Jest kilka punktów, które w szczególności ciążą autorom plotek lub artykułów na temat mody ciążowej. Wiem, że poziomem owych tekstów nie należy się przejmować, ale mam wrażenie, że w niektórych przypadkach mogą być przykre dla przyszłych mam, które i tak już dużo znoszą i noszą ;). A oto one:

1. Nie przybyły jej dodatkowe kilogramy – waga, rzecz bardzo drażliwa, zwłaszcza w czasach kultu chudej (anorektycznej) sylwetki, gdzie ze wszystkich stron jesteśmy atakowani reklamami suplementów diety, które pomimo naszego ewidentnego obżarstwa i lenistwa uczynią naszą sylwetkę slim. Czytając takie nagłówki mam wrażenie, że u kobiety w ciąży waga powinna stać w miejscu, co jest mylące, niebezpieczne i niezdrowe! Przecież w ciąży to normalne, że waga idzie do góry, w końcu dziecko i jego zaplecze techniczne waży i to nie mało. To ile każda z Pań powinna przytyć jest sprawą indywidualną i podlega ścisłej kontroli lekarza i położnej. Tak więc, o owe kilogramy niech się martwi personel medyczny, a nie redaktorka z portalu plotkarskiego.

2. Cellulit wodny w ciąży – ktoś, kto to wymyślił miał chyba cellulit mózgu. Cellulit pojawił się paręnaście lat temu i aktualnie doczekał się marketingowej mutacji do wodnego i lipidowego. Oczywiście, nie ominął on również kobiet w ciąży. Co ciekawe, większa ilość wody w kobiecym organizmie, to stan normalny, bo tak to sobie wymyśliła natura. Ale nie, komuś to musi przeszkadzać i godzi w jego zmysł estetyczny. Może czas na lekturę fachową z zakresu kobiecej fizjologii?

3. Dres – a co jest złego w dresie? Na zachodzie wszyscy chodzą po ulicach w dresie i u nas wszyscy pieją z zachwytu, że są tacy wyluzowani. Maja Sablewska w dresie jest cool, ale już ciężarna w dresie jest „fe i be” i że o siebie nie dba. A wyście się kiedyś przyjrzeli kiedy ciężarna nosi dres? Nie zauważyliście, że taka pani zwykle ma już ogromny brzuch, ledwo co chodzi i pewnie za kilka dni ma termin. Zwykle, przychodzi taki moment, że przyszła mama już się w nic nie mieści, a kupowanie sobie specjalnych ubrań na kilka tygodni a czasem nawet dni jest zwyczajną rozrzutnością. Jasne, spodnie z dresu można fajnie złagodzić balerinami (zamiast adidasów) i koszulką (zamiast t-shirtu od przyszłego taty), ale w to się trzeba jeszcze mieścić.

4. Legginsy – podobnie jak z dresem, u wszystkich jest ok, ale u Pań z brzuszkiem to niechlujność. Legginsy to chyba jedne z najwygodniejszych rzeczy jakie mam w szafie i nie wyobrażam sobie bez nich ciążowej garderoby. Są wygodne, ciepłe i pasują do tunik i sukienek. Dodatkowo, nawet te ze specjalnym pasem będę mogła nosić po ciąży. A to, że jest tego ciała trochę więcej? Że widać celulit? Spokojnie drodzy esteci, ciąża trwa 9 miesięcy, więc nie będziecie skazani na takie widoki cały czas.

5. Infantylne koszule nocne na porodówce – szpital to nie SPA, a poród to nie zabieg kosmetyczny. Trochę się przy nim można zbrudzić, po nim przez pierwszych kilka dni nie ma lekko, więc strojenie się w piękne satynowo-koronkowe koszule nocne jest trochę nierozsądne. Dodatkowo, te bardziej wysmakowane koszule nocne kosztują i to sporo. Świadomość, że taka koszula może się zniszczyć wiele przyszłych mam zniechęca do poważnych inwestycji i kupują infantylne, ale znacznie tańsze wersje. Z resztą już nie histeryzujmy, rozumiem, że teraz najlepiej jak kobieta śpi w koronkowej koszulce i seksy bokserkach od partnera, ale czy przypadkiem każdy z Was nie ma w szafie piżamki w misie i nie sypia w niej od czasu do czasu?

6. Czy ciężarna może być elegancka?– Nie, nie może być. Stan błogosławiony wyłącza u kobiet zmysł estetyczny i wszystkie wyglądają okropnie ;). Oczywiście, że może być elegancka. Jeśli tylko chce i to potrafi. Chyba świetnym przykładem ciężarnej elegancji jest Księżna Kate (ale ona ze względu na bycie księżną musi być, bo jej ubiór jest zależny od protokołu, etykiety i pełnionej funkcji) i Dorota Gardias (ale bycie prezenterkom w poważnej stacji wymaga). Prosto, elegancko i z klasą. Można? Te Panie wręcz muszą. A reszta?  To już zależy od kobiety, zasobności portfela i pełnionej funkcji.

7. Zaniedbana przyszła mama – podobnie jak z elegancją, pokutuje przekonanie, że przyszłe mamy są zaniedbane. Nic bardziej mylnego! Ostatnio, mam spory kontakt z przyszłymi mamami i zauważyłam, że pod względem zadbania niczym się nie różnią od reszty Polek. Czyli, jeśli któraś chce i potrafi, to o siebie dba. A jak, któraś nie chce, to i tak o siebie nie zadba i nic jej do tego nie przekona.

8. Workowate ubrania – ja wolę określenie „oversizowe” ;). Jeśli, ktoś jeszcze nie zauważył, to w ciąży przybywa ciała i trzeba gdzieś to ciało (zwłaszcza brzuszek) pomieścić. Nie ma mowy o super dopasowanych ubraniach, bo nic brzucha uciskać nie może. Tak więc, w okolicy brzucha zwykle tego materiału jest więcej lub nosi się ubrania odcinane pod biustem (np. sukienki). Niestety, producenci ubrań (zwłaszcza polscy) stwierdzają, że nigdzie nic nie może cisnąć i gratis dorzucają mega szerokie rękawy i nogawki (hmm, a może to jest, żeby ukryć ten cellulit?). I tak, jest lepiej niż kilkanaście lat temu i przyszłe mamy mają już w czym wybierać. Ale i tak, to czy ktoś chce nosić namiot czy względnie dopasowaną sukienkę z elastycznej tkaniny powinno być sprawą indywidualną. Osobiście, zauważyłam, że im większy jest brzuch tym bardziej lubię nosić namiotowe ubrania, bo nic mnie nie ciśnie.

Uff, to tyle, ale pewnie za chwilę pojawią się nowe zarzuty (może tym razem foch na noszenie płaskich butów). Drogie przyszłe mamy, nie przejmujcie się bzdurnymi tekstami, najważniejsze byście Wy i Wasze maleństwo były zdrowe i szczęśliwe. A drogim autorom nieprzychylnych tekstów, życzę wizyty…na szkole rodzenia żeby zdobyć wiedzę z tematu, na który się rozpisujecie ;).

Na koniec, trochę mody ciążowej z całego świata.

moda ciążowa ze świata

Strony pochodzą z katalogu: http://ipaper.bestseller.com/mamalicious/LICIOUSPRESPRING2013/

modne ubrania

Przemyślenia Jakuba o modzie

Mój mąż, Jakub ma podejście typowego mężczyzny do mody. Ubrania kupuje następująco:

  • wstępna selekcja: męskie lub hipsterskie. Hipsterskich nie nosi.
  • pasuje lub nie pasuje w sensie fizycznym,
  • ewentualnie pytanie czy mi się podoba i kupujemy.

Żadnego zastanawiania się nad trendami i modą. Informatorem o modzie jestem ja, a informuję, gdy jesteśmy na sklepach i widzę jakąś fajną rzecz. Zwykle, gdy coś mi się podoba, bo jest modne i zastanawiam się nad kupnem tego, mój mąż sprowadza mnie do parteru za pomocą jednego trafnego przemyślenia. A ponieważ trendy przemijają szybko, to będę takie przemyślenia prezentować względnie na bieżąco i mały partiami.

A o to one:

1. Ćwieki – kicz czy nie kicz, to ćwieki są modne i to wszędzie (nie ma ich chyba tylko jeszcze na skarpetkach i majtkach). Kiedyś na widok pięknego sweterka w obowiązkowym kolorze pudrowego różu ozdobionego ćwiekami na ramionach powiedziałam: „Patrz jaki fajny” na co usłyszałam: „Daj spokój, przecież do tego się nawet nie da przytulić”.

modne ubrania

Źródło: http://wheretoget.it/look/23540

2. Miętowy – czy kiedyś nie był to po prostu seledynowy? Po roku, odkąd miętowy jest modny wreszcie sobie kupiłam koszulkę w tym kolorze. Sam kolor mi się podoba i chyba do blondynki pasuje. A ponieważ nadarzyła się przecena, to stwierdziłam, że zaszaleję. Jeszcze oversizowy krój był dodatkowym kusicielem. I tak szczęśliwa kupiłam, przyszłam do domu, założyłam, powiedziałam „Patrz jaka fajna” i usłyszałam „A to przypomina szpitalne ubranie”

By Malene Birger t shirt


Sweterka w ćwieki nie kupiłam, miętowej bluzki nie oddałam, a na dodatek kupiłam sobie buty w kolorze szpitalnym. Tak do kompletu ;).

porządki w szafie

Czas na wiosenny remanent!

Pewnie ogarnia Was wiosenna euforia i ochota na wymianę zimowej garderoby na letnią. Właśnie, ten czas możemy fantastycznie wykorzystać na generalne porządki w naszej szafie.

porządki w szafie

Źródło zdjęcia: http://www.ikea.com/pl/pl/catalog/categories/departments/secondary_storage/

Doszłam do wniosku, że posiadam bardzo dużo ubrań. Mam 2 szafy wyładowane ciuchami. Do tego dochodzi pełna walizka ubrań letnich i szafka wypakowana butami. Oczywiście, standardowo nie mam co na siebie włożyć lub wyglądam byle jak. O ironio, piszę bloga o modzie i szyciu. Gdy spotkałam się z koncepcją, że nie noszonych ubrań należy się regularnie pozbywać z szafy, by niepotrzebna garderoba nam nie przesłaniała tego, co jest wartościowe, miałam mieszane uczucia. Bo jak to, mam się czegoś pozbyć? Coś ma zniknąć z mojej szafy? Przecież to jest jeszcze dobre! Albo sama to uszyłam i to moje dzieło! A co jeśli, pozbędę się ubrań i akurat wybuchnie wielki kryzys, na Ziemię spadnie totalna katastrofa, zamkną sklepy a ja zostanę bez kardiganu (jakby sweter dawał gwarancje przeżycia końca świata)? I tak, zawsze jak już miałam zrobić generalny porządek w szafie stwierdzałam, że nie teraz, bo teraz już na pewno przyjdzie kryzys.

I co? I kryzys przyszedł, a sklepy są dalej otwarte. Parę końców świata przeszło koło nas bez większego efektu i butików z tego powodu nie zamknęli. A w mojej szafie dalej był bałagan. W końcu zmądrzałam, pozbyłam się gimnazjalnych fobii i wreszcie zrobiłam porządki. Efektem jest uczucie lekkości w duszy, przejrzystość w szafie, świadomość, że jednak mam fajne ciuchy i mam co nosić.

Dodatkowo, stworzyłam swój własny zbiór zasad porządkowania ubrań w szafie:

1. Wyrzucamy (dosłownie na podłogę) wszystkie sprane, zmechacone, rozciągnięte i naznaczone zębem czasu ubrania (bez litości, sentymentów i miłości). Te szyte przez nas też .

2. Wyrzucamy wszystkie za małe ubrania. (Nie, nie schudniesz. A nawet jeśli Ci się to uda, to się te ubrania zrobią nie modne).

3. Usuwamy też za duże ubrania.

4. Wyrzucamy wszystkie na prawdę niemodne ubrania (nie wróci na nie moda!), niegustowne potworki. Modne potworki (koszulka w czachy) też mogą wyleć.

5. Pozbywamy się też wszystkich ubrań, których nie założyliśmy w danym sezonie ani razu. Skoro ich nie nosiliśmy, to coś nam w nich nie pasuje i się do nich na pewno nie przekonamy. Nie dotyczy to ubrań na specjalne okazje np. kombinezon narciarski, elegancka spódnica, koszula, sukienka na wesele, marynarka (jeśli nie nosimy ich do pracy).

I tyle, jeśli chodzi o pozbywanie się ubrań. Teraz musimy coś zrobić z tymi ubraniami na podłodze. Nie jestem zwolenniczką wyrzucania ubrań, więc najczęściej oddaje je komuś w rodzinie, robię z nich domowe ubrania lub szmaty do kurzu (najczęściej z koszulek i skarpetek). Część zapewne nadaje się na szyciowy recycling, czyli mogę uszyć z nich coś nowego np. z jeansów torebkę, z indyjskiej spódnicy modną sukienkę w kwiatki.  A jeśli na prawdę nie ma komu ich dać, to zawsze można je powiesić w solidnej reklamówce obok śmietnika. Zwykle znikają w godzinę.

Jeśli w niej nic nie zostało, to znaczy, że była to szafa męża (leć prędko po tę reklamówkę na śmietnik). Pewnie stwierdzicie, że jednak macie całkiem sporo fajnych ubrań i nie wiadomo po co chciałyście kupować piąty sweterek. Jeśli są jakieś ewidentne braki, to robimy listę i nie lecimy od razu do sklepu. Wszystkie teorie oczyszczania szafy zakładają, że po porządkach należy iść do sklepu i uzupełnić garderobę o najnowsze trendy i brakujące ubrania bazowe. Czytaj, na nowo zaśmiecić sobie szafę pierdołami. Firmy odzieżowe sprytnie napędzają popyt, zachęcając do wyrzucania i prędkiego uzupełniania szafy. Ha, niedoczekanie! Nigdzie nie idziemy! Listę wieszamy w widocznym miejscu i wracamy do niej po 2 tygodniach. Jeśli faktycznie bez czegoś nie możemy się obejść, to dopiero wtedy idziemy na zakupy i kupujemy dokładnie, to co potrzebujemy lub decydujemy się na szycie. Jeśli bez reszty świetnie funkcjonujemy, to po co nam to w szafie?

I pamiętajmy, jeśli już coś kupujemy lub szyjemy, to starajmy się, żeby to nie był ostatni krzyk mody (np. neonowa bluzka), tylko porządna i ponadczasowa rzecz. I żeby była dopasowana do naszej figury, nie po to pozbywaliśmy się za dużych i za małych ubrań ;).

I tyle. Teraz trzeba tylko zrobić remanent.

Powiew świeżości

Chyba się zakochałam… w końcu idą Walentynki ;). Zakochałam się w gazecie i jak to w miłości bywa trafiłam na nią całkiem przypadkiem. Będąc ostatnio w Empiku przeglądałam półkę z magazynami krawieckimi (ale to brzmi ;)) i trafiłam na brytyjską gazetę Cloth. Z ciekawości zaczęłam ją przeglądać i gazeta mnie oczarowała. Co tu dużo mówić, sama forma połączenia DIY z najnowszymi trendami jest super. Pomysły bajeczne…no i te zdjęcia i prezentowane na nich śliczne rzeczy. Wszystko jest lekkie, świeże i bardzo kobiece.

W salonie chłonęłam pomysły, zdjęcia ubrań i akcesoriów z magazynu jak gąbka. Spodobała mi się prostota z jaką są prezentowane instruktaże oraz wykonanie ubrań i dodatków (co często gubimy w naszych polskich realiach) oraz to, że wszystko jest modne. Nie czarujmy się, nie szyję tylko po to by mieć co na siebie włożyć, ale również by modnie wyglądać. Gazeta ma trochę kwiecisty i infantylny styl, ale według mnie dodaje jej to tylko uroku.

Po przejrzeniu Cloth znalazłam tyle interesujących rzeczy i mam taką solidną dawkę inspiracji (ja już się czuję jakbym się obudziła z zimowego snu), że mogę teraz szyć i szyć piękne kwieciste, kolorowe i koronkowe ubrania i akcesoria (już jedną rzecz uszyłam!).

Niestety, samej gazety nie kupiłam :(. Zmroziła mnie cena. Jeśli dobrze pamiętam, to kosztowała ok. 40 zł (w UK jedyne 4,99£). Na szczęście magazyn prowadzi swoją stronę internetową, gdzie można znaleźć fragmenty wydanych numerów, poradniki jak szyć (tu trochę biednie, jak na razie) oraz blog (czyli dodatkowe źródło inspiracji).

Polecam tym, którzy lubiących brytyjski styl i szukających nowych pomysłów na ubrania :).

zrzut3

Cloth


ClothPowyższe zrzuty pochodzą ze strony http://www.cloth.co.uk