Dalej szyję na owerlocku

Drodzy czytelnicy, dziś jeszcze trochę napiszę na temat mojej nowej maszyny do szycia. Odkąd mam owerlocka udało mi się tak zorganizować czas na szycie. Nawet naprędce wygospodarowałam (wywalczyłam) miejsce na kącik krawiecki (hura!).

Spodenki uszyte dla syna - pierwsza rzecz uszyta na overlocku

Spodenki uszyte dla syna – pierwsza rzecz uszyta na overlocku

Oczywiście jak się mogłam tego spodziewać, nowy sprzęt nie dał się od razu okiełznać. Po wypakowaniu maszyny z pudła koniecznie chciałam sprawdzić jak się na niej szyje i wiedziałam, że tak łatwo nie będzie.

Już wcześniej interesowałam się szyciem na owerlocku, więc wiedziałam z jakimi problemami mogę się zmierzyć na początku. Przed wszystkim owerlock wymaga ustawienia 4 nici. 2 igieł i 2 naprężaczy. To powoduje, że jego wyregulowanie zajmuje trochę czasu. Wieść internetowa niesie, że około tygodnia i ja ją potwierdzam! Do misji ustawienia właściwego naprężenia nici podeszłam profesjonalnie, czyli zamiast męczyć się na jednobarwnych niciach założyłam nitki o różnych kolorach. Dzięki temu od razu wiedziałam, która nić ma złe naprężenie i szybko załapałam jak ta maszyna pracuje. Dodatkowo, zamiast obszywać kawałki materiału stwierdziłam, że wreszcie pozszywam dawno skrojone ubranka dla dzieci (niektóre wymagały przedłużenia, hahaha). Generalnie, za cel postawiłam sobie wyszycie wszystkich zaległych tkanin na owerlocku, tak by opanować tą maszynę do perfekcji.

Oczywiście, pierwsze próby szycia na tej maszynie nie obyły się bez wpadek. Pomijam zrywanie nici, bo nie zauważyłam, że źle zakładam nitkę. Trochę mnie przerosła prędkość maszyny i na początku nie nadążałam za jej tempem. Z tego zrodziły się kwiatki typu za duże wcięcie w kroku albo rozjechanie się lamówki z brzegiem rękawa. Ale z każdym przeszytym metrem idzie mi co raz lepiej.

Na razie uszyłam 2 pary spodni baggy oraz tunikę. Kolejne rzeczy już czekają w kolejce na zszycie.

sukienka z dresówki

Sukienka z dresówki dla córeczki.

sukienka z dresówki

Jestem staroświecka. Lubię lamówki,

sukienka z dresówki

Dość oryginalny dół.

spodnie z dresówki

Spodenki uszyte dla syna.

spodenki z dresówki

Tu już modny ściągacz.

spodnie z dresówki

A to spodnie, przy których popełniłam najwięcej błędów – nadają się na wpis pt. Jak nie szyć i nie przedłużać spodni ;-)

Na owerloku się szyje!

W tym roku Dzieciątko zrobiło mi niezwykłą niespodziankę i pod choinką znalazłam 4-nitkowego overlocka Texi Joylock. Bardzo się ucieszyłam się z nowej maszyny. Co prawda mój Łucznik dalej się świetnie spisuje, ale już zastanawiałam się nad powrotem do szycia tylko z tkanin bawełnianych (taki oldschool), bo ścieg pseudooverlockowy wychodził tak sobie na mojej maszynie (nie mówiąc już o marnej prędkości szycia). Tak więc, już stwierdziła „Precz z dresówką”, a tu taka niespodzianka wyskoczyła z pudełka.

Moja nowa maszyna

Moja nowa maszyna

Oczywiście, dzieciątko po wręczeniu prezentu szybko się ulotniło, żeby przypadkiem nie zostać zaangażowanym w proces ustawiania maszyny. Do wyregulowania overlocka podeszła z dużym spokojem, w końcu taką maszynę rozpracowuje się przez tydzień. Na początku maszyna szyła (już była ustawiona). Potem zaczęła zrywać nitki, więc długo debatowałam jak nawlec nitkę dolnego wahacza. Następnie chciałam zmienić nitki na kolorowe, by wiedzieć która z nich ma złe napięcie, ale bałam się nawlekania. Trochę mi zajęło, zanim doszłam do tego gdzie się pochowało kilka haczyków, przez które muszę przewlec nitkę. A potem długo studiowałam instrukcję obsługi i porównywałam ścieg, który wyszedł mi z pod maszyny z tym co powinno być. Niestety, po tygodniu dalej mam złe naprężenie nici, ale dojdę, która nitka jest taka krnąbrna.

I co? I którą tu trzeba poprawić?

I co? I którą tu trzeba poprawić?

I wtopa! Zagapiłam się zszywając w kroku.

I wtopa! Zagapiłam się zszywając w kroku.

I jeszcze jedna wtopa. Materiał rozjechał mi się z lamówką.

I jeszcze jedna wtopa. Materiał rozjechał mi się z lamówką.

Jedno jest pewne, dzięki overlockowi znowu znalazłam czas na szycie i na pewno wykorzystam wszystkie zaległe tkaniny, bo wolę opanować maszynę na „starych materiałach”, a potem wszystkie dresówki, dzianiny, tkaniny pikowane i inne nowoczesne cuda będą moje.

Marzę o kąciku krawieckim

Każdy, kto szyje na pewno marzy o kąciku krawieckim. O jakimś małym stoliczku na maszyny, eleganckich półeczkach na tkaniny i tablicy korkowej na przypinanie inspiracji i projektów. Nikt nie lubi, gdy maszyna stoi w kącie szafy i trzeba ją za każdym razem wyciągać i prosić się o miejsce przy stole.

Niestety, ja też marzę o swoim kąciku krawieckim. Do dziś nie mogę pojąć jak to się dzieje, że na 40mk miałam swój kącik, a na 70 mk już nie. Ok, przybyło mi w tym czasie dzieci, ale bez przesady. Tam miałam eleganckie, drewniane (!) biurko. Tu tułam się z maszynami po stołach i biurkach. Jak miałam biurko, to nie było na nie miejsca. Jak mam miejsce, to nie mam biurka. Owszem jestem w trakcie organizacji stolika do szycia, ale za nim stanie na swoim miejscu, jeszcze trochę czasu upłynie. Jak dla mnie, najlepiej szyje się w kuchni. Kuchnia to naturalne siedlisko każdej mamy. Czuje się w niej swojsko i dodatkowo można równocześnie szyć i pilnować gotującego się obiadu. Ale niestety, kuchnia odpada. Aktualnie, czekam, aż choinka wyprowadzi się z domu (dzień kobiet?) i wtedy ja się wprowadzę ze swoim kącikiem krawieckim. Trzymajcie kciuki by się udało

To już rozumiecie, dlaczego kuchnia odpada ;-)

To już rozumiecie, dlaczego kuchnia odpada ;-)

Na koniec chciałabym zaapelować do wszystkich Pań. Nie dajcie Panom i potomstwu wypchnąć Waszych kącików krawieckich z domu! Walczcie o nie jak lwice i nie ustępujące nawet 1 cm kwadratowego. Trudno, konsola stanie gdzieś indziej, telewizor można kupić mniejszy, dzieci nie muszą mieć zabawek wszędzie. Szyjecie i nie jest to jakieś zajęcie, tylko bardzo poważne hobby, które potrzebuje dobrze zorganizowanej przestrzeni.

A na koniec dwa kąciki krawieckie, które bardzo mi się spodobały. Pierwszy, bo jest taki zwyczajny, a jednak bardzo przytulny. Drugi, bo świetnie wykorzystuje przestrzeń w domu.

Zdjęcie z: https://s-media-cache-ak0.pinimg.com/236x/b8/f6/d0/b8f6d0376da69db8f9cefbc1db811a15.jpg

Zdjęcie z: http://www.mychicadventure.com/wp-content/uploads/2014/04/perfect-sewing-room.jpg

Świąteczna ozdoba

Drodzy czytelnicy, wstyd się przyznać, ale w tym roku wykonałam 1 (słownie jedną) ozdobę na choinkę. Wszyscy tworzyli piękne materiałowe lub filcowe bombki, szyli cudowne wianki bożonarodzeniowe, dziergali gwiazdki, a ja poprzestałam na zrobieniu 1 pompona z kokardką.

pompon na choinkę

Niestety, mało zimowa, ale za to bardzo choroba aura, świąteczne porządki (po ponad pół roku dom wymagał gruntownego sprzątania), opieka nad dwójką maluchów w dzień i w nocy spowodowały, że zabrakło mi czasu na szycie i robienie ozdób.

A takie miałam plany! Miały być aniołki i bombki z filcu. Bombki z dresówki i kilka gwiazdek zrobionych na szydełku. A tymczasem powstał 1 pompon z….(nie z tiulu) siatki na moskitiery. Tak więc, mam jedną ekoozdobę na mojej choince. Mam nadzieję, że na kolejne święta uda mi się stworzyć coś więcej.

A Wam drodzy czytelnicy z okazji zbliżających się Świąt Bożego Narodzenia życzę dużo Zdrowia, Radości, Rodzinnych Świąt Offline a w Nowym 2016 Roku dużo czasu na szycie (żebyście potem nie byli taką gapą jak ja!) i samych udanych projektów!2

pompon na choinkę

Jak nie szyć spodni?

Dziś będzie bardzo nietypowo. Zazwyczaj piszę jak coś uszyć lub zrobić, a tym razem napiszę jak tego nie należy robić. Jeśli Wam się wydawało, że szycie to łatwa sprawa i wszystko wychodzi jak z pod przysłowiowej igły, to jesteście w błędzie. Zwłaszcza jeśli chodzi o szycie spodni. Dla starych wyjadaczy szycie spodni oznacza trudne chwile przy maszynie. Inaczej wygląda sytuacja w przypadku adeptów sztuki szycia. Chcą uszyć spodnie zaraz po kupnie maszyny lub trochę później, czyli po uszyciu pierwszej torby na zakupy. A ze spodniami nie jest tak łatwo. Pozornie wydają się łatwe w uszyciu. Zwłaszcza takie z piżamy. Niby luźne, niby marszczone, więc nic się super nie musi układać. Nigdzie nic nie musimy dopasowywać. A jednak, jest kilka błędów, które możemy popełnić i z piżamy jak ze snów zrobi się nocny koszmar.

Nie szyj bez wykroju. Na pewno, przeczytaliście w Internecie, że ktoś sobie uszył spodnie bez wykroju. Wziął jeansy, pomierzył, odrysował przód oraz tył i miał już wykrój, z którego uszył spodnie. Może ta osoba miała szczęście albo w skończony kurs kroju. Albo pospinała coś agrafkami do zdjęcia, żeby wyglądało dobrze. Kochani czytelnicy, próbowałam i spodnie szyte bez profesjonalnego wykroju nie wychodzą. To nie jest spódnica na gumce, to nie jest sukienka bez rękawów. Spodnie to dwie nogawki, przód i tył, który musi pomieścić pupę. To wszystko się musi ze sobą zgrać i na dodatek dobrze na was wyglądać. Nic nie może opinać lub odstawać. Nogawki nie mogą zakręcać do środka. A o takie pomyłki łatwo, jeśli szyjemy bez profesjonalnego wykroju. Dlatego, warto zainwestować w wykrój spodni. Na pewno coś się uda znaleźć Wam w Burdzie lub na Papavero. Ja znalazłam jeden i dzięki nie mu uszyłam już kilka par szortów i długich spodni

do bloga 1

Nieudana próba szycia bez wykroju.

jak uszyć spodnie

Mój ulubiony wykrój – zaznaczony na szaro :)

Nie szyj bez przymiarki. W ogóle szycie czegokolwiek bez przymiarki to jakaś pomyłka. Zwłaszcza należy przymierzyć spodnie i sprawdzić czy wszystko dobrze się układa. Czy nie marszczy się, czy nie są za płytkie. Czy Wam się coś nie wrzyna. Jeśli tak, to mamy jeszcze szansę wprowadzić poprawki. Przy okazji podczas przymiarki wyznaczymy długość nogawki.

Nie szyj bez doświadczenia. Spodnie to nie jest dobry pomysł na pierwsze szycie. Zwłaszcza te z dresu. Jeśli nie macie doświadczenia, szycie spodni tylko Was zniechęci do tego zajęcia, ponieważ na pewno coś wyjdzie nie tak. Najpierw trzeba poznać swoją maszynę, nauczyć się szyć prosto i umieć wyczuć tkaninę. Dopiero potem możemy kombinować z trudniejszymi krojami i dzianinami.

Podsumowując, jeśli już koniecznie musicie uszyć spodnie, to nie zrażajcie się do szycia, jeśli Wam nie wyjdą za pierwszym razem. Kiedyś w końcu się uda, a w międzyczasie na pewno uszyjecie wiele pięknych rzeczy.

Ps. Inspiracją do tego wpisu było szycie spodni z piżamy na prezent pod choinkę. Wkrótce pokaże je na blogu, bo to mimo wszystko niespodzianka!

Piękna sukienka dla dziewczynki

Chyba nie ma nic piękniejszego na świecie niż sukienki dla dziewczynek. Małe dziewczynki można stroić. W falbanki, bufki, marszczenia, koronki, kokardki, ozdobne tkaniny, hafty angielskie itd. Oczywiście, ze smakiem. Bo niestety często z sukienki na roczek lub chrzest robi się suknia ślubna i to już jest niesmaczne.

Jakiś czas temu postanowiłam uszyć mojej córce taką strojną sukienkę na roczek. W tym celu wykorzystałam bawełnianą tkaninę w kremowym kolorze, haftowaną koronkę i gipiurę.

sukienka dla dziewczynki

Wykrój stworzyłam sama na podstawie sukienki z raglanem mojej córki. Składał się on z dwóch części:

  • Góry, która jest odrysowanym raglanem z granatowej sukienki (mierzyłam i przenosiłam na papier poszczególne odcinki). Na podkroju szyi dodałam kilka centymetrów, aby zrobić ozdobne zakładki.
  • Spódnicy, która jest zmarszczonym prostokątem materiału. Dodałam również pasek, by sukienka ładnie układała się na dziewczynce.do bloga1

 Kwint-esencja tej sukienki to bardzo ozdobne koronki oraz pliski. Tak naprawdę, zwykle nie potrzebujemy wielu ozdób by stworzyć coś pięknego. Czasem wystarczy piękna pasmanteria i dobra jakościowo tkanina. No i pliski i marszczenia. One zawsze są urocze i łatwe w zrobieniu.

sukienka dla dziewczynki

sukienka dla dziewczynki

sukienka dla dziewczynki

sukienka dla dziewczynki

co się opłaca szyć

Dlaczego nie MAMY czasu na szycie?

O związkach czasu i szycia pisałam już tutaj i tutaj. Niestety, temat do mnie wraca jak bumerang, ponieważ często sama się borykam z brakiem czasu. A odkąd zostałam mamą, non-stop słyszę o braku czasu w życiu kobiety z małymi dziećmi. Tylko czasem się zastanawiam jak nasze mamy i babcie dały radę. Najczęściej z większą liczbą dzieci, bez pampersów, słoiczków, lekkich wózków i o zgrozo! Internetu. I co ciekawe miały czas na szycie. I szyły piękne sukienki i kaftaniki, a nie jakieś baggy z dresówki z niewykończonymi nogawkami.

I to mnie zastanowiło. Bo tak w zasadzie, drogie mamy, dlaczego nie mamy czasu na szycie?

  1. Bo się urlopujemy. Niektóre z nas całkiem serio potraktowały słowo urlop w wyrażeniu „urlop macierzyński”. Nie jest tak? Wstajemy rano? A po co? Przecież mam urlop, dziecko wezmę do łóżka. Kawusia. Ciasteczko. Tak. Fejsbuczek. O może zajmę się dzieckiem, bo płacze. Już pora obiadowa? Na urlopie można jeść fast-foody. Co z tego, że masz 8 m-cy, przecież frytki już możesz jeść. Porządki? Jakieś ogarnięcie siebie? Przecież na urlopie chodzi się w dresie i można mieć syf. I tylko marzę, że mojej córeczce mogłabym uszyć piękną sukienkę.
  2. Organizujemy się. I to do przesady. Już nie jestem idealnym pracownikiem, więc teraz będę idealną mamą. Dom musi lśnić, obiad musi być dwudaniowy. Podłogę wyszoruję 2 razy, a potem będę się wściekać, że moje dzieci po niej chodzą. Dzieci  też muszą być idealnie grzeczne, broń Boże żeby zapłakały, lub spóźniły się chociaż 1 dzień z rozwojem. Jestem tak bardzo zajęta byciem Idealną Panią domu, że na szycie już nie ma czasu.
  3. Zbliżamy się. Nasze mamy i babcie miały wykładaną teorię zimnego chowu, karmiły co trzy godziny, a w książkach znajdywały więcej porad dotyczących sprzątania niż pomysłów na zabawę z dziećmi. Teraz za to jest na odwrót. Pewnie naczytałaś się o rodzicielstwie bliskości i postanowiłaś zachustować dziecko i tak je trzymać aż do zerówki. Tak bardzo przejęłaś się, że musisz być blisko dziecka, że poświęcasz mu każdą minutę. Szycie? Nie ma mowy. Będę aż 2 metry od mojego dziecka, które śpi.
  4. Nie wysypiamy się. Brak odpowiedniej ilości snu równa się brak sił i rozkojarzenie. Niestety, musimy zacisnąć zęby i poczekać, aż nasze maluchy trochę podrosną.
  5. Za duży wybór i chaos informacyjny. Nasze mamy i babcie nie miały takiego problemu. Był jeden wózek do wyboru, jedno łóżeczko, zupkę trzeba było ugotować samemu, a w książce dot. żywienia niemowląt była dokłada informacja ile mililitrów maluch ma zjeść. Ubranek nie było, więc trzeba było je uszyć. My za to tracimy godziny na czytaniu opinii o 55 wózku, łóżeczko kupujemy 5, bo 4 poprzednie są mało hipsterskie. Po ubranka biegamy co tydzień do lumpeksu lub kolejną wyprzedaż. Do tego codziennie odwiedzamy inny market, by w promocji kupić kolejny słoiczek. A potem pół dnia martwimy się, że nasze dziecko zjadło tylko pół słoiczka, i wypisujemy na forach czy to ok. I jak tu znaleźć chwilę na szycie?

Mam nadzieję, że teraz dla Was już jest wszystko jasne, dlaczego my mamy nie mamy czasu na szycie. Tylko nie zwalajcie wszystkiego na punkt nr 4 ;-).

sukienka dla dziewczynki

Jak uszyłam sukienkę dla dziewczynki?

Miesiąc temu pisałam o tym jak zrobiłam wykrój na sukienkę dla córeczki (post TUTAJ). Teraz czas na opis mojego szycia. Sukienki w 99% przypadkach szyję w ten sam sposób.

sukienka dla dziewczynki

Tkaninę składam na pół, tak żeby zmiesił się wykrój. Wycinam przód, następnie przykładam wycięty wykrój i wycinam tył (dzięki temu obie części mają taki sam zapas na szwy). Wycinam również rękawy.

sukienka dla dziewczynki

sukienka dla dziewczynki

Najpierw zszywam ze sobą ramiona. Następnie boki sukienki. Sukienka jest z dresówki, więc do szycia wykorzystuję ścieg overlockowy (kiedyś korzystałam z zygzaka). Szyję blisko brzegu. Nadmiar tkaniny przycinam.

sukienka dla dziewczynki

sukienka dla dziewczynki

Następnie zszywam brzegi rękawów i wywijam je na prawą stronę. Na górze na odcinku 4 cm delikatnie marszczę rękawek, żeby zrobiła się ładna bufka.Na górze rękawa zaznaczam szpilką środek.

sukienka dla dziewczynki

Sukienkę zostawiam na lewej stronie i „wkładam” w podkroje wywinięte na prawo rękawy, tak aby szew rękawa zszedł się z bocznym szwem, a górny szew zszedł się z zaznaczonym środkiem. Fastryguję, obracam na prawą stronę. Jeśli rękaw ładnie się wdał, to go przyszywam maszynowo. Jeśli nie, to poprawiam, aż osiągnę ładny podkrój pachy.

sukienka dla dziewczynki

sukienka dla dziewczynki

Na deser wykończenie sukienki. Brzegi rękawów i dół podwijam na szerokość 1 cm i przeszywam ściegiem zygzakowatym. Teoretycznie, dresówki nie muszę wykańczać, ale dla mnie niewykończony brzeg jest karygodny.

sukienka dla dziewczynki

sukienka dla dziewczynki

Rozcięcie z tyłu podwinęłam na 0,5 cm i też przeszyłam ściegiem zygzakowatym.

sukienka dla dziewczynki

Aby wykończyć podkrój szyi, wycinam długą lamówkę z resztek dresówki. Składam ją wzdłuż na pół wzdłuż i zaprasuję. Jeden krótszy brzeg podwijam do środka na 0,5 cm i przykładam do prawej góry wycięcia. Brzeg lamówki i podkroju ujmuję razem i fastryguję.  sukienka dla dziewczynki

sukienka dla dziewczynki

Z nadmiaru robię pętelkę do zapinania guzika. Lamówkę przyszyłam na maszynie. Na koniec doszyłam wielki guzik.

 sukienka dla dziewczynki

szycie na maszynie

5 błędów początkujących szyjących

Jako osoba prowadząca bloga często otrzymuję pytania od początkujących krawców. Dodatkowo, czytam o problemach osób zaczynających przygodę z szyciem na forach lub facebookowych grupach. Zauważyłam, że wiele problemów, a raczej błędów powtarza się notorycznie. A oto 5 najpopularniejszych.

Za długo myślę nad wyborem maszyny – wpadłaś na genialny pomysł, że będziesz szyć. Do tego porzebujesz maszyny. Jeśli jej nie pożyczyłaś, to pewnie stoisz przed poważnym dylematem: jaką maszynę kupić? Z jednej strony marzy Ci się wypasiona Juki lub Brother. Z drugiej strony dysponujesz skromnym budżetem i nie jesteś pewna czy szycie przypadnie Ci do gustu. Oczywiście, na forach już się naczytałaś, że Łucznik, który mieści się w Twoim budżecie jest zły i nie dobry. Jasne, te maszyny to nie to samo co Brother, ale pamiętaj, że część negatywnych opinii nt. Łucznika pochodzi od zaawansowanych szyjących, którzy często żyją z szycia. W ich przypadku Łucznik się nie sprawdzi, w Twoim na pewno. Z resztą wyposażenie kuchni masz z Miéle czy Zelmera?

szycie na maszynie

Ten zły Łucznik…służy mi już 5 lat :)

Burda samo zło –Jeszcze nic nie uszyłaś, a już głosisz opinie, że Burda jest szmatława i nie ma w niej fajnych wykrojów. Albo twierdzisz, że wykroje są za proste. Trudno się z tymi opiniami nie zgodzić, bo w porównaniu do lat 90 Burda faktycznie sporo straciła na jakości. Ale podobnie jak w przypadku maszyn do szycia, opinia zaawansowanej szyjącej jest nieprzydatna dla żółtodzioba. Cieszcie się adepci sztuki krawieckiej, że Burda ma teraz same proste wykroje. Macie się na czym uczyć. Ja się uczyłam szyć w latach 90, kiedy to 99% wykroi w Burdzie miało 3 kropki i chciało mi się wyć!

Uszyję spodnie – jasne a czemu nie od razu frak z aksamitu? To poważna bolączka adeptów szycia. Kupują maszynę, naoglądają się blogów krawieckich i od razu chcą szyć spodnie albo płaszcze. Kochani! Każdy, kto miał okazję szyć w czasach przed Internetem (były takie) zaczynał od szycia poszewki, torebki i spódnicy na gumce. I wraz ze wzrostem umiejętności, opanowaniem kolejnych trików, zwiększał stopień trudności wykroju. A teraz? Uszyję płaszcz. O nie wyszło, to maszyna w kąt. Niestety, w szyciu potrzeba czasu, pokory i stopniowego zwiększania trudności wykroi. Tylko to pozowoli na uszycie fraka z aksamitu ;-).

szycie na maszynie

Tak, zaczynamy od poszewki

Rzucam się na dzianinę (zwłaszcza dresówkę) – to trochę wina obecnych trendów. Wszystko jest z dresówki albo dzianiny. Już prawie w ogóle nie nosi się nieelastycznych ubrań. Dużym plusem dzianin jest to, że nie trzeba jej wykańczać. Minusem, że podczas szycia się naciąga i jest dość trudna w obróbce. A już na pewno ciężko się szyje ze ślizgającego się minky. Jeśli już zaczynamy szyć, to na pierwszy ogień powinna pójść średniej grubości 100% bawełna. Dzięki niej nauczymy się panować nad maszyną, a nie będziemy ciągle walczyć z uciekającym materiałem. Dodatkowo, nauczymy się wykańczać brzegi i zakodujemy sobie pewną estetykę krawiecką.

szycie na maszynie

Ja wykańczam nawet dresówkę…sorry, taki mam nawyk ;-)

Za szybko się zniechęcam – zobaczyłam drogą sukienkę, więc uszyję podobną sama. Znalazłam wykrój w Burdzie, wycięłam, wykroiłam z tkaniny, pozszywałam i już w niej wychodzę. Tylko uuups, nie pasuje. To pewnie przez tą złą Burdę i beznadziejnego Łucznika. Oj, nic bardziej mylnego. To przez Twój pośpiech. A wystarczy po wycięciu wykroju przyłożyć go do siebie. Od razu zauważymy, czy rękaw będzie odpowiednej długości i nie braknie nam kilku centymetrów w talii. Albo na odwrót, czy nie trzeba wyciąć mniejszego wykroju. Potem przyda się fastryga i pierwsza przymiarka. Jeśli wszystko pasuje możemy szyć. Jeśli mamy wątpliwości, to poprawiamy. Jeśli coś jest nie halo, to prujemy i zszywamy i prujemy. Aż osiągniemy porządany efekt.

Pewnie teraz pomyślicie sobie, że szycie jest strasznie nudne. Nie, szycie wymaga dokładności, czasu i pokory. Nawet jeśli nie mamy tych cech, możemy się ich nauczyć i cieszyć się z tworzonych przez nas rzeczy.

IMG_20150323_142241

Czy Twoje dziecko wie co to bawełna?

Był już dzień mamy i okazjonalny wpis. Dzień dziecka też już za nami, więc pora napisać coś o dzieciach. Dziś będzie o tym jak i czy uczymy nasze dzieci wybierać ubrania w sklepie.

Każdy z nas ma jakąś wiedzę na temat ubrań. Wiemy, że bawełna jest lepsza od poliestru, a wełna lepsza od akrylu. Wiemy, że mierząc ubrania trzeba patrzeć na ich krój i jak się na nas układają. Ci co szyją często zwracają uwagę na wykończenie szwów, podszewkę, detale krawieckie itd. Ale czy wiemy, że tą wiedzę można a nawet należy przekazywać swoim dziecią? Goszczą na działach z ubraniami dziecięcymi mam wrażenie, że nie. Widząc rodziców z pociechami podczas dokonywania zakupów zauważyłam, że najważniejszy jest wybór w kategorii ubranko licencjonowane czy nie. Nie ważne jak bluzka, sukienka czy spodnie się układają, ważne że jest na nich disneyowska księżniczka lub wściekły ptaszek. Dodatkowo, często mogę wysłuchać paru przykrych epitetów ze strony rodzica, który nie koniecznie może zafundować dziecku droższa koszulkę. A kosztuje ona więcej tylko dlatego że, ma jakiegoś bajkowego bohatera.

I to też poproszę, mamo. Obrazek z: http://healthychild.org/assets/blonde_girl_child_shirt_clothes_shopping_shutterstock_101861248-504×334.jpg

Z jednej strony nie dziwię się dzieciom. Sama miałam w dzieciństwie sukienkę z Arielką. Dodatkowo, pamiętam jak ważne było dla mnie noszenie ubrań takich samych jak rówieśnicy (myśmy jechaliśmy po całości – woleliśmy markowe). Ale dziwię się rodzicom, że nie wykorzystują momentu zakupu ubrań do edukacji dzieci. Drodzy rodzice, nie tłumaczcie, że nie macie czasu. I tak go tracić podczas szarpaniny słownej z dzieckiem. Ono chce licencjonowane, wy macie ograniczony budżet i się zaczyna: „Ty, taki, śmaki”. A nie łatwej i miłej było by po prostu porozmawiać. Może zamiast standardowego hasła „Nie mam pieniędzy”, zapytać malucha czy wie, czym się różni jedna koszulka od drugiej? Zaproponować, żeby porównał skład w obu koszulkach, albo zwrócić uwagę, że nadruk jest gumowy i nie oddycha. Można też zaproponować przymiarkę obu koszulek i zabawę w stylistę. Dlaczego nie? Bo nie macie czasu? I tak go zmarnujecie na kłótnie z dzieckiem, albo na zaciąganie kolejnego kredyty na jego fanaberie.

Dobrą okazją do rozmowy jest też droga do sklepu. Może warto poinformować dziecko, że dziś idziemy do sklepu po nowy płaszcz/spodnie/sukienkę/sweter i zapytać się czy wie co jest ważne przy wyborze takiego ubrania. Na pewno nie wie i na pewno chce się dowiedzieć. W takiej sytuacji można powiedzieć, że przy mierzeniu płaszcza liczy się wygoda (czy można podnieść ręce do góry), przy wyborze swetra skład, a sukienka musi stylem pasować do okazji, na którą jest przeznaczona. Że spodnie muszą się dobrze układać na pupie i że warto w nich usiąść zanim je kupimy. A już w sklepie można zwrócić uwagę, że dana rzecz ma ciekawy krój, fajny skład albo jest misternie wykończona (np. haft na sukience).

Jak zwykle do szczęścia dużo nie trzeba. Nawet jeśli nasze czupurne dziecko uprze się na licencjonowane ubranie, to my przynajmniej będziemy mieć poczucie, że spędziliśmy czas z dzieckiem (każda okazja do rozmowy jest dobra) i świadomość, że przekazaliśmy mu wiedzę. Wiem po sobie, że długo nie chciałam słuchać Mamy w kwestii kupna ubrań (markowe, markowe i tylko markowe). Aż dorosłam i zaczęłam korzystać z tej wiedzy z automatu i bardzo się z tego cieszę.

A na zakończenie historia rodzinna. Kiedyś rozmawiałam z moją ciocią o kupnie butów na zimę i wtedy ciocia powiedziała mi: „Wiesz jak zawsze Twój dziadek mi doradzał? Żeby kupować takie buty, w których można swobodnie ruszać palcami. Wtedy stojąc na mrozie będzie nam cieplej w stopy”. Wiecie, że dziadek miał rację?